Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

5 ciążowych przesądów, w które powinniście wierzyć

„Możecie się ze mnie śmiać. Nigdy nie wierzyłam w takie historie, ale mojej koleżanki, siostry, sąsiadki, bratowej przydarzyło się coś takiego…” Przesądy, zabobony i inne mądrości życiowe, to był jeden z moich ulubionych ciążowych tematów. Można nie wierzyć, można się nie interesować, ale nie ma szans, żeby uniknąć kierowanych olbrzymią troską o uniknięcie nagłej śmierci, kalectwa czy spotkania z demonem, porad osób nam znanych czy też zupełnie obcych. Sprawdźcie w co warto wierzyć i jakie porady stosować. 

Nie odmawiaj ciężarnej bo Ci myszy dobytek zeżrą

Jeden z moich ulubionych przesądów. Da się na niego załatwić wszystko zarówno z „wierzącymi”, jak i tymi o nazwijmy to racjonalnym podejściu do takich spraw. Legendy krążą o niewytłumaczalnych zniszczeniach spowodowanych przez gryzonie np. wśród rzeczy pozostawionych na strychu lub w piwnicy. No kto by się spodziewał myszy w takim miejscu?! To wszystko przez tą ciężarną! Trzeba było jej jednak tych lodów z ogórkiem kiszonym o 3 w nocy nie odmawiać. Dla ciężarówki wspaniały wytrych na każdą zachciankę. Siła porównywalna do „Cooo?! Ze mną się nie napijesz?!” Polecam stosować.

Noszenie korali, wisiorków i tym podobnych przez przyszłą Matkę to gwarancja owinięcia się pępowiną przez dziecko

No raczej! Wiadomo, że to co przyszła Matka wiesza sobie na szyi ma nierozerwalny związek z zawartością brzucha! Dzieci są bardzo mądre, chłonne i są wspaniałymi obserwatorami. To jest dla mnie bardziej niż oczywiste, że obserwując Mamusię przez wnętrzności, będą chciały być jak ona. Mamusia ma korale. Ja też będę miała/miał korale. To jest nawet bardziej niż oczywista oczywistość. Jesteś w stanie wyobrazić sobie co się musi dziać w przypadku ciąży mnogiej? Jak one sobie muszą wyrywać te pępowiny, bo każdemu wydaje się, że ta druga jest lepsza? A jeżeli siedzą w oddzielnych workach i są np dwiema babami. Matko i córko! Mam ciary z przerażenia na całym ciele. Po prostu tego nie róbcie, ok? Te kilka miesięcy bez świecidełek i wisiorków naprawdę Was nie zbawi.

Kompletowanie wyprawki przed narodzinami dziecka przynosi pecha/chorobę/śmierć (wybierz ulubioną wersję)

Wspaniały przesąd. Genialny wręcz. Nie ważne, że czas oczekiwania na wózek czy łóżeczko to czasami nawet kilka miesięcy (potwierdzone info). Przerażenie w oczach Babć i Dziadków budzi widok zakupionych śpioszków, karuzeli do łóżeczka czy nie daj Boże wózka. Już? Tak wcześnie?! Przecież to dopiero piąty miesiąc! (Piąty/trzeci/ósmy niepotrzebne skreślić) Nie ma nic lepszego niż generowanie strachu, którego przyszła Matka przecież wcale nie doświadcza. Nie martwi się czy wszystko będzie w porządku, czy dziecko urodzi się zdrowe, czy uda jej się donosić ciążę. Zwłaszcza w przypadku ciąży mnogiej, która z założenia ma status podwyższonego ryzyka. Zerko stresu. Także śmiało! Wypominajcie przyszłym Rodzicom, że sami proszą się o nieszczęście robiąc zakupy przed rozwiązaniem. Przecież wiadomo, że urządzanie pokoju czy kącika dla dziecka, zamówienie całej wyprawki itd można spokojnie załatwić przez te dwa dni kiedy Matka pozostaje z dzieckiem w szpitalu po porodzie. Przy odrobinie szczęścia w postaci np. przedłużającej się żółtaczki może uda się uzbierać tydzień na organizację wszystkiego. Ojciec na pewno w tym czasie świetnie wszystko załatwi. Zwłaszcza dla bliźniaków. Matko pamiętaj! Słuchaj głupot i zostaw wszystko na ostatnią chwilę! Przecież nie chcemy ryzykować zdrowia własnych dzieci, co nie? Ba! Może nawet życia! Wspaniały przesąd. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych.

Poparzenie brzucha, a znamię u dziecka

Jeśli nie byłaś nigdy w ciąży, albo jesteś facetem to weź wsadź sobie pod koszulkę poduszkę, a najlepiej osiem, a potem spróbuj coś ugotować, a najlepiej usmażyć. Nie wiem ile razy gotując zupę, robiąc naleśniki, schabowego na niedzielę czy rybę po grecku na Święta, prysnęłam sobie tłuszczem z patelni lub wrzątkiem na brzuch. Krótko mówiąc: wiele razy. Gdyby wierzyć w przesąd, oparzenie brzucha przyszłej Matki powoduje, że dziecko będzie miało znamię. Biorąc pod uwagę moją wybitną ciążową grację i zwinność porównywalną do słonia w składzie porcelany, jeżdżącego na rolkach, licząc wszystkie autozamachy na rosnący brzuch, powinnam była urodzić dalmatyńczyki. Nic się takiego nie wydarzyło niestety. Szkoda w sumie. To byłby dopiero szał. Dalmatyńczyki w bliźniaczym wózku. Nie znaczy to jednak jeszcze wcale, że nie warto wierzyć w ten przesąd. Może ja po prostu coś źle zrobiłam. 🙁

Czerwona wstążeczka przy wózku ochroni przed urokiem

To nie jest ciążowy przesąd, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby go tu nie umieścić. Toż to istna perełka i chyba nie muszę się zbytnio rozpisywać. Najlepiej żeby nikt nie zaglądał nam do wózka. Nigdy nie wiadomo czy w jego wnętrzu nie czai się podstępny demon gotowy by zaatakować nasze maleństwo poprzez samo spojrzenie na nie. Wszystkie te mrożące krew w żyłach historie o nagłym, trudnym do uspokojenia ataku histerii u malutkiego dziecka. Przecież dzieci zawsze płaczą z konkretnego powodu, informując o nim uprzednio swojego Rodzica! A tu nagle, nie wiadomo czemu ryk przeszywający na wskroś serce zatroskanej Matki, która naiwnie pozwoliła sąsiadce spod trójki obejrzeć maleństwo. A gdzie była wtedy czerwona kokardka? No gdzie? Matko nie ryzykuj! Demon atakuje bez zapowiedzi, niczym gówno ptasie świeżo uczesaną głowę, prosto od fryzjera wychodzącą, w słoneczny letni dzień. Jesteście wierzący? Chodzicie w każdą niedzielę do kościoła? Nie szkodzi! Przecież wiadomo, że „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” czy coś. Zawsze można powiedzieć, że się nie wierzy w przesądy, ale Babcia nalegała i że to tak tylko dla świętego spokoju. Pamiętajcie. Czerwona wstążeczka gwarancją bezpieczeństwa Waszego dziecka. 

Przesądów ciążowo-dzieciowych jest jeszcze cała masa. O ile wiara „Babć” mnie w sumie bawi, o tyle przerażenie wśród Matek i wkrótce-Matek i nieustannie pojawiające się na forach zapytania typu „Czy stanie się coś złego jeżeli pójdę na pogrzeb? Jestem w 4 miesiącu ciąży.”, „A czy można być chrzestną? A czy można nosić to? Robić tamto?” bawi mnie jeszcze bardziej, ale i dziwi trochę. Matki lubią być takie mądre, wyedukowane, doktoryzują się publicznie na forach czy własnych blogach na tematy medyczne, pedagogiczne, psychologiczne i wszystkie inne związane z dziećmi i macierzyństwem, a mimo to nadal wierzą w takie bzdury i paradują obwieszone talizmanami. No bez jaj…

 

Jeżeli podoba Ci się to co piszę daj koniecznie znać w komentarzu tu lub na Facebook’u.

Będzie to dla mnie  wspaniała nagroda za serce i czas włożony w przygotowywanie moich tekstów.

Polub o TU i zaproś do polubienia innych, a najlepiej udostępnij, dzięki temu tekst dotrze do większej liczby zainteresowanych, a Facebook nie przestanie podsyłać Ci aktualności z TwinMamy.

Tak niestety FB  działa. Nie klikasz, nie lajkujesz – znaczy, że nie warto Ci pokazywać więcej moich treści, a tego byśmy nie chcieli, prawda??

Inline
Inline