Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

6 ulubionych słów każdego dwulatka

Nie zamierzam się tu rozpisywać o buncie dwulatka. Jak on wygląda i czy w ogóle istnieje. Trzeba jednak przyznać, że dwulatek jest istotą specyficzną. Ma swoje charakterystyczne cechy, które tworzą pewien dość spójny obraz. Gdybym chciała przedstawić go na płótnie za pomocą farb wyglądałoby to zapewne jak połączenie tornado z tsunami lub po prostu wylałabym wszystkie farby, jakie posiadam w jedno miejsce i zaczęła po tym skakać. Wraz z nieustającym rozwojem człowiek ten zaczyna dysponować coraz to szerszym wachlarzem słów, którymi będzie zaskakiwał Cię niemalże codziennie. Słownik ten nabierze pewnego specyficznego charakteru. Dziś właśnie o tym. Przedstawiam Wam kluczową listę. Dodam tylko, że wykrzyknik na końcu każdego z wyrazów nie jest przypadkowy…

6 ULUBIONYCH SŁÓW KAŻDEGO DWULATKA

Nie! – to słowo, które rodzic dwulatka słyszy średnio siedemdziesiąt razy dziennie. Dotyczy głównie sytuacji, w których potomek proszony jest niezwykle uprzejmie i miło o zrobienie czegoś, przyjście, czy pójście gdzieś tam. Słowo to jest również pewnego rodzaju wynikiem egzaminu na Twój refleks. Bo teraz chciałbym pić. W tej właśnie sekundzie, ale za 3 kolejne już mi się odwidzi. Skoro już więc poszłaś do kuchni po jakiś płyn masz mniej więcej 20% szans na to, że nie będzie za późno. W końcu ile można czekać?  Nie. Nie dam sobie wytrzeć gila. Nie. Nie założę kapci. Nie. Nie zdejmę kapci. Nie. Nie położę się spać. Nie. Nie będę tego jadł. Nie. Jednak nie chcę już tej bułki itd. W tym miejscu następuje tak zwane preludium do kolejnego ulubionego słowa.

Ble! – w niektórych kręgach znane jako „Fe”. W oczywisty sposób wyraża stosunek nieletniego do tego, co zostało mu zaproponowane w formie posiłku. Niech Cię nie zmyli smakowitość danego produktu lub fakt, że do tej pory pozostawał on ulubionym pożywieniem potomka. Niezwykle prawdopodobne jest to, że mimo niezauważalnego prawie i niezwykle skutecznie maskowanego błysku radości w oku nieletniego usłyszysz głośne i wymowne „ble!”. Prawdziwy dwulatek trzyma fason cały czas. Słynne „ble” może jednak występować nie tylko w kulinarnych okolicznościach. Słowo to idealnie zastępuje również „Nie”. I kiedy w środku nocy potomek budzi się z krzykiem, bo sen okropny jakiś się przydarzył i woła Cię głośnym łkaniem i Ty biegniesz zaspana aby go utulić. Bierzesz człowieka w ramiona, przytulasz, głaszczesz po wciąż jeszcze małej główce i delikatnym głosem szepczesz mu do ucha „Już dobrze. To tylko sen. Wszystko jest dobrze.” I całujesz tę główkę zaspaną to właśnie wtedy, wprost do Twojego ucha trafia delikatny jak powiew skrzydełek motyla na łące szept. Ledwie słyszalny, acz dobitny i bardzo wyraźny. „Ble…” Ble Twoja mać.

Sam! – zasada jest jedna i bardzo prosta. Im bardziej się spieszysz tym większą samodzielnością zamierza wykazać się Twój potomek. Spieszymy się do lekarza? To świetny moment,  żebym „sam!” założył buty. Sam chcę iść po schodach. Sam chcę kroić chociaż zupełnie mi to nie idzie i za chwilę stracę cierpliwość, by płynnie przejść do „Ble!”. Sam obiorę banana, ale jak go obiorę to już odechce mi się go jeść. Sam zrobię babkę z piasku, ale mi nie wyjdzie, więc się wkurzę i jednak Ty ją zrób, ale Tobie też nie wyjdzie taka jaką bym chciał, więc znowu wrócimy do „Sam!” i tak w kółko. Dwulatek podejmuje próby przebijania się z autonomią na każdym kroku. Robi to najczęściej bardzo dobitnie, wyraźnie i gwałtownie. Wyrozumiałość, cierpliwość i refleks po raz kolejny wskazane.

Inne! – inne jedzenie, inne buty, inna bluzka, inna pasta do zębów, inny kolor gumki do włosów, inny talerz, inna łyżka, inna bajka, inna kredka. Cokolwiek zaproponujesz, cokolwiek jest dostępne, cokolwiek jest pod ręką, cokolwiek jest dla Ciebie najwygodniejszą opcją na 90% zostanie odrzucone. Pozostaje się z tym pogodzić i nie walczyć, bo w najlepszym wypadku spotka Cię punkt  1 lub 2. W ostateczności zmierzysz się z histerią rodem z programów o super niani lub amerykańskich filmów z rozwrzeszczanym nieletnim rzucającym się na środek marketowej alejki  w rozpaczy za 16 czekoladą.

Mama! – no i w końcu jest. Mamy to. Coś co mogłoby wlać odrobinę miodu w matczyne serduszko. W końcu jestem potrzebna, ważna, doceniona, kochana. Owszem. Na  pewno. Na swój dwulatkowy sposób. Głośne i dobitne wołanie o matkę pojawia się jednak często w sytuacjach zgłaszania sprzeciwu, bo brat mi gwizdnął zabawkę, bo koleżanka uciekła z ulubioną foremką na placu zabaw, bo jeszcze przed chwilą fajnie się bawiłam, ale jednak teraz nie podoba mi się, że wszystkie książki z regału wylądowały na podłodze i trochę na mojej głowie. Docieramy również do ukochanej odmiany „Mama!” każdej rodzicielki, czyli tego słyszanego, kiedy właśnie usiadłaś na kiblu, kiedy tylko dobierasz telefon, kiedy udało Ci się w twoim mniemaniu niezauważenie usiąść w kąciku z kubkiem kawy, kiedy wydaje Ci się, że potomek w końcu zasnął i najciszej jak potrafisz próbujesz wymknąć się z jego pokoju.

Na koniec zostawiam istną perełkę. Siłę tego słowa zna każdy rodzic małego dziecka. To słowo, a w zasadzie odgłos, który nie pozostawia złudzeń. To jest ten moment, w którym spuścisz potomka z oczu tylko na minutę. W pewnej chwili orientujesz się, że jest podejrzanie cicho. I właśnie wtedy to słyszysz. Lekko niepewne, ale bardzo wymowne. Padające jak grom z jasnego nieba wprost na Twoje serce w stanie przedzawałowym. Słyszysz „O! Ooo…” i już wiesz, że coś się dzieje.

Możesz to nazywać buntem. Możesz to nazywać jak chcesz. Możesz się wkurzać. Możesz tracić cierpliwość. Możesz zastanawiać się, czy tylko Twoje dziecko takie uparte i wybredne. Pocieszę Cię. Nie. Nie tylko Twoje. Każdy przez to przechodzi i jakkolwiek może być to dla Ciebie trudne, ciesz się! To znaczy, że Twój potomek prawidłowo się rozwija. Uczy się świata, uczy się siebie, uczy się zasad i sam próbuje je tworzyć. Brawo On! Daj mu trochę wsparcia, ciepła, cierpliwości. Tłumacz, pokazuj, po prostu bądź, a wszystko w końcu się ułoży. A w chwilach słabości, które zdarzają się każdemu pamiętaj 1, 2, 3, 4, 5, 5, 7, 8, 9, 10… wdech i wydech, wdech i wydech.*

*W sytuacjach kryzysowych dopuszczalne jest wieczorne wino. Twoje zdrowie.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ.

Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Nie krępuj się. Możesz też udostępnić.

Komentuj. Koniecznie daj znać, co o tym wszystkim myślisz.

  • Kasia Chudziak

    Mój trzylatek nadal na tym etapie 😀
    Którą książeczkę wybieramy? „Nie tą” x1000

    • hahha no ładnie… czyli jeszcze trochę poczekam, aż się unormuje 😉

Inline
Inline