Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

7 fundamentalnych prawd macierzyństwa, które musisz znać

Jeżeli masz dopiero w planach zostanie Matką albo właśnie jesteś w ciąży to ten wpis jest absolutnie dla Ciebie. Fundamentalna wiedza, którą na temat Twojej przyszłej funkcji musisz przyswoić. Najlepiej od razu. Ułatwi Ci to życie, zaoszczędzisz sobie zaskoczeń, a być może nawet rozczarowań. Jeżeli już jesteś Matką, to z pewną dozą śmiałości stwierdzam, że za chwilę przyznasz mi rację. Jedziemy…

7 fundamentalnych prawd macierzyństwa, które musisz znać

1.Wiesz, że nic nie wiesz. Możesz czytać, studiować, guglować, pytać na forum, w grupie fejsbuczej, czy prosić o poradę Mamę, Babcię albo sąsiadkę, ale na koniec i tak masz wrażenie, że wiesz mniej niż na początku. Szczepić? Dokarmiać mieszanką z butli? Potrzebny mi ten przewijak? Wózek to jaki najlepszy? A chusteczki mokre z Biedry są spoko? Czy jednak sama chemia? Może w ogóle najlepiej gazikiem z wodą źródlaną? A może lepsza jest mineralna? Dodajmy do tego rozszerzanie diety, suplementację, sposoby usypiania, czy najlepszy moment na pierwszy wyjazd nad morze. Finalnie mimo szeroko zakrojonego riserczu decyzję i tak będziesz musiała podjąć sama. Podpowiem też, że pierwszy rok jest najgorszy. Potem może uda Ci się trochę wyluzować. Może.

2.Cokolwiek zrobisz, zrobisz to źle. Zaszczepisz? Źle. Co z Ciebie za Matka?! Nie słyszałaś o możliwych powikłaniach? Nie zaszczepisz? Źle. Chcesz, żeby Twój potomek zapadł na te wszystkie straszne choroby? Dasz słoik? Źle. Przecież to sama chemia! Marchewkę w kawałku? Mój Boże, żeby się zadławiło to dziecko maleńkie? A chociaż od eko rolnika ta marchew? Twoje dziecko zasypia w łóżeczku? Źle! Dlaczego odbierasz mu tę niezbędną bliskość?! Twoje dziecko śpi z Wami? Źle! Będziesz miała problem, żeby go tego oduczyć! Źle. Źle! ŹLE! Co ten dom taki czysty. Źle. Za dużo sprzątasz. Poświęć czas dziecku. Podłogę myjesz raz w tygodniu? Źle. Jak można chować maluszka w takim syfie! Jeżeli już udało Ci się przekopać przez punkt pierwszy  i podjąć jakąś decyzję to na sto milionów procent znajdzie się ktoś, niezwykle chętny do skrytykowania jej i udowodnienia Ci jaką jesteś beznadziejną Matką.

3.Twoje macierzyństwo nie jest Twoją sprawą. Najlepiej od razu wbić sobie to do głowy. Dodam jeszcze, że zależność jest następująca: im młodsze dziecko, tym więcej wszyscy dookoła mają do powiedzenia na temat Twojego matkowania. Zainteresowanie spada wraz z przekroczeniem wszystkich „kluczowych” dla gawiedzi etapów rozwoju potomka, czyli „Karmisz?”, „Dostaje już coś poza mlekiem?”, „A zęby idą?”, „Chodzi już?” itd. Potem zostaje już głównie tylko „A do przedszkola chodzi?”, wymiennie z  „Wróciłaś już do pracy?”. Nie mówię tego wszystkiego, żeby straszyć, czy nastawiać negatywnie wobec ewentualnych zainteresowanych. Tylko lojalnie uprzedzam. Im szybciej Matka to zrozumie, tym mniej sfrustrowaną będzie.

4.To wszystko Twoja wina. Kataru dostało, bo na pewno za luźno ubrałaś. W sklepie trzeba było jednak zdjąć kurteczkę, a nie tylko rozpiąć, bo się wzięło i przegrzało.  Może nawet w szpitalu wylądowało? Twoja wina. Trzeba było wcześniej do lekarza pojechać, a potem do innego, tak dla pewności.  Rozwolnienie ma od czegoś co dałaś do zjedzenia, albo w siebie wcisnęłaś, jeżeli jeszcze karmisz piersią. Guza sobie nabiło. Wiadomo, że przez Ciebie. Mogłaś go lepiej upilnować. Kanty zabezpieczyć. Nieważne czy wypadek był ciężki, czy zupełnie błahy. Nieważne czy byłaś w pobliżu, czy nie. Może nawet nie było Cię w domu? Też Twoja wina. Gdyby z Tobą było cały czas, na pewno lepiej byś o nie zadbała niż ojciec, babcia, wuj, ciotka, czy niania. To wszystko stek bzdur i absolutna nieprawda, ale co by się nie wydarzyło i tak obwiniasz siebie. Zawsze. I to się raczej nie zmieni.

5.Będzie coraz gorzej. Kto czyta mnie od dłuższego czasu pewnie właśnie za głowę się łapie. Jak to?! TwinMama mówi, że będzie gorzej? Przecież co innego pisała chociażby TUTAJ. Tak. Pisałam. I zdania nie zmieniłam. Jeżeli do macierzyństwa podchodzisz jak do męki straszliwej, jeżeli uważasz, że dziecko to koniec życia, że macierzyństwo odbiera Ci Ciebie lub część Twojego świata, to prawdopodobnie będzie coraz gorzej. Na szczęście my tylko ponarzekać czasem lubimy, a prawda jest taka, że często bywa trudno, ale bilans zawsze jest na plus. Bywają chwile lepsze i chwile gorsze. Skończy się ząbkowanie, zacznie się przedszkolne chorowanie. Przestanie wrzeszczeć po nocach, zacznie się „bunt” dwulatka. I tak dalej. To wszystko możliwe. Czy to znaczy, że będzie gorzej? Odpowiedz sobie na to pytanie. Ja myślę, że będzie inaczej, bo tak to już z potomkami bywa. Dopiero co krzyk pierwszy słyszałam, a już do przedszkola zaraz pójdą i na studia i do ołtarza (w takiej dokładnie kolejności 😉 ) I to jest rozwój. I to jest piękne. I oto w macierzyństwie chodzi.

6.Macierzyństwo Cię zmienia. Słysząc takie zdanie, kiedy byłam jeszcze w ciąży, za każdym razem coś mnie trafiało. Wyobrażałam sobie wszystkie możliwe odmiany klasycznego Odpieluszkowego Zapalenia Mózgu. Buntowałam się wewnętrznie myśląc, że lubię siebie taką, jaką jestem i wcale nie mam ochoty się zmieniać. Że niby inne priorytety, że mnóstwo spraw zejdzie na bok, że zapomnę o pewnych elementach mojego życia, bo tak oto z buta wjedzie noworodek, którym trzeba się będzie zająć i nie będzie już czasu na pierdoły. W moim przypadku wręcz podwójnie. Otóż po ponad dwóch latach mogę śmiało stwierdzić, że owszem, macierzyństwo zmieniło mnie. Nie chodzi jednak o to, że nagle przestałam lubić łososia, czytać książki, czy biegać. Macierzyństwo zbudowało we mnie coś zupełnie nowego. Coś pięknego, silnego, niezniszczalnego wręcz. To coś nie jest „zamiast”. To cudowny dodatek, który uzupełnia życie.

7.Jesteś najlepszą Matką na świecie. W oczach Twojego dziecka tak już po prostu jest. Kropka. Bez względu na to co mówią inni. Bez względu na to co myślisz o sobie. Musiałabyś się naprawdę mocno postarać, żeby to schrzanić. Wrzuć na luz, słuchaj siebie, słuchaj potomka i dużo przytulaj, a wszystko na pewno będzie dobrze.

To z grubsza tyle Matko debiutująca. Nie ma za co.

Matko z dłuższym stażem, to jak? Piona?

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ.

Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Nie krępuj się. Możesz też udostępnić.

Komentuj. Koniecznie daj znać, co o tym wszystkim myślisz.

Inline
Inline