Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Babcia Dobra Rada i zimne rączki

W życiu Matki niewiele jest momentów, w których można wyprowadzić ją z równowagi, prawda? Wszak każda oazą jest spokoju. Bezbłędnie radzi sobie w sytuacjach stresowych. Zna odpowiedź na każde pytanie. Umie rozwiązać każdy problem. Jest lekiem na każde zło. Nie ma jak u Mamy. Nie wiedzieć czemu tę chodzącą harmonię od czasu do czasu zburzyć próbują postacie, już historyczne chyba, w istnieniu ogólnie pojętego macierzyństwa. Agentki nieznanego mi nadal wywiadu z niewiadomych przyczyn próbujące wtargnąć na terytorium matczynego zdrowia psychicznego. Zacznijmy od początku.

Wracamy do domu po Małym Przedszkolaku. Dzieciaki po 3 godzinach wypasania przez ciocie na zajęciach różnych, więc deczko zmęczone. Awantura co 5 minut.

Bo załóż mi rękawiczki.

Bo zdejmij mi rękawiczki.

Bo chcę bilet w metrze trzymać.

Bo nie mam siły go trzymać.

Bo upadł.

Bo się znalazł.

Bo jeść.

Bo jednak nie.

Bo iść na nogach.

Bo jednak do wózka.

#klasyk

Docieramy do punktu, w którym zostaje mi przewieźć towarzystwo na odcinku metro-dom, co przy pomyślnych wiatrach zajmie nam jakieś 7 minut. Temperatura powietrza zimowa, ale daleka od minus piździesiąt. Aktualny raport: Rękawiczek brak. Jedzenia nie chcę. Iść nie chcę. Nawet chlebek bananowy pieczony o 1 w nocy przez Matkę nie pomaga. Wrzask u ½  załogi. Druga połowa walczy ze snem. Lub raczej ja walczę ze snem drugiej połowy. Maszeruję dziarsko. Zostało jakieś 400m. Matka – biegacz, więc dystanse w promieniu do 2km od domu ma w małym palcu lewej stopy.

Kiedy wszystko zdaje się iść względnie nieźle, pomijając zaangażowanie pasażerów wózka, docieram do skrzyżowania. I dupa. Sabotaż. Zamach na resztki matczynej cierpliwości. Akcję przerywa nieustępliwe i bezlitosne czerwone światło. Wdech i wydech, wdech i wydech. Nikt od wrzasku jeszcze nie umarł chyba, więc damy radę. I wtedy właśnie je dostrzegam…

Spoglądam w prawo. Idą. Są na tyle blisko, że już wiem, że nie ucieknę. Nie jestem rasistką, ale gatunek „Babcia Dobra Rada” zna chyba każdy rodzic. Sztuk trzy. Niczym zombie na głodzie, jak po niewidzialnym sznurku prowadzone, z wzrokiem zafiksowanym na uroczym moim potomstwie lgną jak ćma do światła. Dasz radę. Dasz radę! Myślę sobie. Zaraz będzie zielone. Samochody już stoją.

One też już są. Dopadły mnie. Zaraz się zacznie…

„ojojojoj..” Oho… Mamy to… Jest i wzrok odkrywczyń prawd wszelkich o świecie z oczekiwaniem we mnie wlepiony. Pada wyrok. „W rączki na pewno zimno!”

W rączki zimno szit fak?! W te rączki, co to siedem razy ściągały i zakładały rękawiczki w przeciągu ostatnich 10 minut do chuja pana?

„Na pewno zimno. Myślę, że zaraz odpadną” odpowiadam ze stoickim spokojem i pełnym przekonaniem nie spuszczając wzroku z BDR.

Zapala się zielone światło.

Ruszam.

Pomruki oburzenia docierają z oddali, ale zbyt ciche są bym zrozumiała jakie dokładnie słowa padają.

Babciu Dobra Rado pamiętaj!

Matka jest takim stworzeniem, które nic innego nie robi i o niczym innym nie myśli, jak o nowych sposobach zgnębienia własnego dziecka. Ten typ tak ma. Jest to nieuleczalne i dożywotnie. Nic nie da się zrobić.

Jeżeli widzisz gdzieś na ulicy, czy w parku Matkę z dziecięciem w wieku dowolnym, a dziedzic ten drze się w niebogłosy, to miej pewność, że żadne Twoje ojojania nic absolutnie nie zmienią. Na pewno głodne! Na pewno brzuszek boli! Oj pewnie się nudzi! Oj nóżki zmęczone! Daruj sobie. Serio. To nasz wewnętrzny międzymatkowy pakt, a Ty jesteś właśnie świadkiem naszego tryumfu. Hurra. Udało się! Moje dziecko znowu wyje jak opętane! Pełen sukces. Teraz mogę w spokoju zająć się rozmyślaniem o niebieskich migdałach z krainy błogiego matczynego wdupiemamizmu.

Nie pozdrawiam.

TwinMama

Peace, love, krówki i zimne rączki.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała. Nie krępuj się. Możesz też udostępnić oraz skomentować.

Inline
Inline