Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Co macierzyństwo zrobiło mi z mózgiem

Jeżeli nie masz dzieci, a jesteś w wieku powszechnie uważanym za „A kiedy dzieci?” i nie daj Boże masz partnera, co powoduje, że jeszcze bardziej wystawiasz się na celownik wszystkich zainteresowanych układaniem Ci życia, na pewno nie raz słyszałaś, jak to „macierzyństwo wszystko zmienia”.

 

Szczerze mówiąc nigdy nie byłam podekscytowana wizją takich zmian. Lubię siebie, więc nie za bardzo kusiła mnie opcja przemiany w kogoś innego. Obserwowanie młodych Matek, którym funkcja ta odebrała resztki tożsamości zastępując je kupkami, pieluszkami, kremiczkami, rąsiami, buziulkami, stópeczkami, misiaczkami, bąbelkami i innymi słodziaszkowaściami, napawała mnie lękiem. Szczęśliwie jednak okazało się, że mimo eksplozji uczuć, których rzeczywiście wcześniej nie znałam, nadal zostałam sobą. Nie da się jednak zaprzeczyć, że odkryłam w sobie kilka nowych cech.

TOP 5 

CO MACIERZYŃSTWO ZROBIŁO MI Z MÓZGIEM

1.Tańcząca z panelami

Posiadacz dwójki dzieci, pragnący aby drzemki trwały dłużej niż wizyta w kiblu i wstawienie wody na kawę, jest w stanie do perfekcji opanować rozkład trzeszczących paneli i listw podłogowych w całym mieszkaniu. Doskonale wiem, gdzie mogę bezpiecznie postawić stopę, a gdzie lepiej dać dyskretnego susa niczym prima balerina z niedzielnej szkółki dla seniorów. Od jakiegoś czasu mam już tak, że bezwiednie niemalże omijam strategiczne punkty podłogi nawet, jeżeli dzieci nie śpią, włączona jest pralka, zmywarka, odkurzacz, a Ojciec prowadzi niezwykle intensywne telefoniczne debaty z wkurwiającym konsultantem pewnej sieci komórkowej, do którego czwarty tydzień z rzędu nie dociera, że nie potrzeba nam nowej taryfy. Pewne elementy naszej podłogi są po prostu niedeptalne. To samo tyczy się wielu innych mniej lub bardziej absurdalnych nawyków. Oczywiście tylko ja tak mam. Ojciec jest normalny.

 

2. Nieoglądalne sceny filmowe

Każda scena z udziałem dziecka, w której dzieje mu się jakaś krzywda wywołuje u mnie natychmiastowy szloch z gatunku tych, co łzy i gil natychmiast blokują wszystkie możliwe otwory, którymi mógłby dostać się tlen. Choroba, śmierć, strach, porwanie, a nawet smutek z powodu zgubienia ulubionego pluszowego misia. Nie ma znaczenia gatunek filmowy. Nie ma znaczenia czy jest to np. sensacyjne kino klasy zet niemieckiej produkcji dla nawiedzonych maniaków katastrof lotniczych. Ostatnio w tefałenie był film z cyklu kometa-ziemia-wszyscy-zginiemy-Bruce Willis-nie-pomoże. Rodzice w ostatniej chwili przekazują niemowlę tym, którzy mają cień szansy na przetrwanie, a sami giną patrząc sobie głęboko w oczy zdmuchnięci przez gargantuicznie wielkie tsunami. No bez jaj. Chlipał nawet Ojciec. Zero emocjonalnej tolerancji dla scen jakiejkolwiek krzywdy dziecka czy dramatu rodziców. Taki nieuleczalny telewizyjny Bejbiblus.

 

3. Nadprzyrodzone umiejętności regeneracji

Każdy, komu zdarzyło się kiedyś zabalować do rana, niekoniecznie na imprezie dla abstynentów, doskonale zdaje sobie sprawę, że tak zwany „dzień po” może się tak naprawdę zacząć gdzieś w okolicach pojutrza.  I tak by tylko człowiek leżał i jęczał, zastanawiając się, w której pozycji jest mu najbardziej niedobrze, przebierając w ofertach knajp dowożących jedzenie najlepsze na kaca. Przy dzieciach okazuje się nagle, że można żyć. Można wstać, wypić herbatę, zjeść chińską zupkę i całkiem nieźle funkcjonować. Można też przeżyć mega wyczerpujący poranny trening bez umierania pół dnia na kanapie, a choroba zaczyna się tam, gdzie naprawdę potrzebny jest lekarz, a nie przy katarze i kilku kichnięciach. Królem życia może wtedy nie zostaniesz, ale nagle jakoś tak bardziej się chce i więcej się da. 

 

4. Ekspert w dziedzinie wszelkich tematów okołodzieciowych

Ktoś prawi morały na temat wychowania dzieci? Jakiś ekspert w śniadaniówce przedstawia swoje super metody? Spotkanie towarzyskie na kilkanaście osób i na drugim końcu pokoju, nawet półszeptem, ktoś użyje słowa „dziecko”? A może podsłuchałam jakąś rozmowę w autobusie, o tym, że synek Krysi znowu nie chce jeść, a córka Wiesi znowu dostała wysypki, ale co się dziwić skoro Wiesia używa kosmetyków do pielęgnacji dzieci firmy XYZ, a w Internetach pisali, że to sama chemia. Natychmiast, ale to NATYCHMIAST mam swoje zdanie w tej sprawie. Dużo lepsze oczywiście. Przecież jestem Matką! Od prawie roku! I to podwójną! Jestem więc najmądrzejsza na całym świecie, a wszyscy, którzy myślą inaczej niż ja, to debile. Na szczęście nie ujawniam tego publicznie. Nie licząc niekończących się awantur z telewizorem. A Ty ujawniasz? 😉

 

5. Nieperfekcyjnie Perfekcyjna Pani Domu

Odkąd jestem Matką spędzam w domu niezaprzeczalnie więcej czasu niż wtedy, gdy pracowałam zawodowo. To oczywiste. Całkiem normalne więc, że trochę bardziej zależy mi na tym, żeby nie potykać się o czwartego kota ulepionego z walających się po mieszkaniu kłaków i nie musieć używać jednorazówek zamiast normalnych talerzy, które utknęły gdzieś w podróży między zlewem, szafką, a nierozpakowaną od miesiąca zmywarką. Poza tym dzieci, te sprawy. Człowiek jakoś się bardziej poczuwa, żeby może było czysto, chociaż minimalnie higienicznie, przyjemnie i względnie pachnąco, jak na ilość pieluch produkowanych na metr kwadratowy. Ileż to było ciążowych rozmyślań, snucia pięknych wizji o idealnie uporządkowanym mieszkaniu. Zakup odpowiednich sprzętów. 5 różnych mopów, 17 rodzajów ściereczek do różnych powierzchni, płyny ekologiczne i dziecioprzyjazne w posegregowanych pojemnikach. No i jest czysto. Całkiem, całkiem. Zwłaszcza jak na dwójkę niemowlaków i trzy koty. Lekcją życia, którą ten punkt niesie jest to, że do zostania Perfekcyjną Panią Domu potrzebujesz (niech będzie, że oprócz odkurzacza) jednej i tylko jednej rzeczy. Paczki mokrych chusteczek.

 

Brzmi znajomo? A co w Tobie zmieniło macierzyństwo?

 

Inline
Inline