Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Co mówią Matce Bliźniąt 2

Lata lecą, dzieci rosną, a ja nadal kolekcjonuję obserwacje. Cenne mniej lub bardziej doświadczenia interakcji z przypadkowymi, zupełnie obcymi osobami, które nie potrafią przejść obojętnie obok takiego zjawiska jak bliźnięta. Osobiście temat mi już trochę spowszedniał, ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że dla niektórych nadal jest to widok szokujący, porównywalny niemalże do spotkania baby z brodą czy uświadczenia śniegu na Święta. Bożego Narodzenia oczywiście. Na Wielkanoc to już tak nie dziwi.

Nie oburzaj się i nie obrażaj człowieku bez bliźniąt na stanie. Oczywiście rozumiem Twoje zainteresowanie. Sama też bym pewnie łypała ciekawie okiem na taki duet, a może nawet odważyła się na zaczepkę, gdyby mnie osobiście nie spotkała ta podwójna przygoda ALE. No właśnie. Są takie teksty, które zapadają mocno w pamięć. Czasami dlatego, że słyszę je na każdym niemalże spacerze. Czasami wystarczy tylko jedno powtórzenie. 

CO MÓWIĄ MATCE BLIŹNIĄT 2

(Link do części pierwszej na końcu tekstu)

Ale masakra!

Tak. Serio. Dokładnie takie zdanie. Z wykrzyknikiem na końcu. Dobitnie, wyraźnie i bez odrobiny dyskrecji. Nie będę opisywać osób wypowiadających te niezwykle wiele wnoszące i wartościowe słowa. Nie będę snuć teorii na temat ich inteligencji, pochodzenia czy sytuacji życiowej. Powiem tylko, że szkoda mi ich odrobinę. Chociaż po chwili. Nie. Jednak nie jest mi szkoda. Masakrą jest raczej coś w stylu sandał na skarpetę, czapka wpierdolka z czterema paskami i dziunia z zerową umiejętnością obsługiwania szpilek, dorysowanymi na środku czoła brwiami, odrostem na pół głowy i torebką Czanel, na Monciaku w Sopocie. Chyba. Tak mi się wydaje, ale przecież nie powinnam oceniać, prawda? Rozumiem, że nie dojrzeliście jeszcze do posiadania dzieci. Być może nie dojrzejecie nigdy. Ja na Wasz widok mogłabym wykrzyknąć dokładnie to samo, a jednak tego nie zrobiłam. Macie jakiś pomysł, dlaczego?

„Pewnie się ciągle tłuką.”

Nie tłuką. Nie szarpią. Nie ciągną za włosy. Nie gryzą. Nie drapią. Zazwyczaj. Chyba, że są zmęczeni, ząbkują lub mają po prostu gorszy dzień, ale w takich sytuacjach każdy miałby mniej cierpliwości i tolerancji na wszystko i wszystkich dookoła, więc trudno się dziwić. Jeżeli chcesz mi teraz powiedzieć, że jeśli jeszcze się nie tłuką, to niebawem zaczną, to daruj sobie. Wiesz jak działają na mnie takie teksty? (Jeśli nie wiesz, to przeczytaj TUTAJ). Generalnie sensem życia Twixów nie jest okładanie się non stop po głowach. Serio. Takie rodzeństwa też istnieją. 

„Na pewno się nakręcają i płaczą razem.”

W zasadzie to nie. W znacznej większości przypadków nie. Od początku niemalże Twixy mają tak, że jak jedno piłuje struny, to drugie nie wchodzi mu w paradę. Przecież to czyste marnotrawstwo energii, c’nie? Jakby płakali na raz, to oboje w tym samym czasie osiągnęli by limit sił, a tak idealnie się uzupełniają. Jedno jęczy przez pół spaceru? Drugie delektuje się widokami, cierpliwie czekając na swoją kolej. Z pewnością nadrobi w domu.

„No tak, bo to facet.”

Bo mniej rozgadany, bo głośniej zapłakał na szczepieniu, bo akurat nie miał ochoty przybić piątki, bo zmęczony to marudny, bo nie chciał odłożyć zabawki na miejsce (półtora roku ma! WTF?!) Strasznie lubimy międzypłciowe porównywanie, stereotypy i głupie wpisywanie w rolę. Nie ma nic lepszego niż wychowywanie leniwego, niezaradnego mruka. Bo chyba tylko temu to służy? Nie posprząta, bo to facet. Nie pogada, bo to facet. Leniwy, bo to facet. Moje dziecko ma dopiero półtora roku, a dzięki tym komentarzom i jakże trafnym porównaniom ma ewidentnie więcej tej dziwnie pojętej męskości niż jego Ojciec, Wuj i Dziadek razem wzięci. No i ta siostra „biedna” co musi tylko ciągle po bracie sprzątać, a niedługo pewnie Mamie w kuchni pomagać i obiad pod nos podstawiać, kiedy Młody wraz z Ojcem przed telewizorem zasiądą, nogi na stół wyciągając.

„Jak małpy!”

Tak się składa, że Twixy lubią sobie razem „pogadać” od czasu do czasu. Ja oczywiście doskonale zawsze rozumiem o czym, bo serce Matki wie takie rzeczy. Czy coś. W każdym razie nie przeszkadzam im za bardzo w radosnym przekrzykiwaniu się nawzajem i wyrzucaniu różnych przypadkowych sylab z głębi gardeł. Rozumiem, że dla niektórych taki widok może być zabawny. Może wywoływać jakieś niezrozumiałe do końca dla mnie emocje. No czemu nie, ale to nie było pieszczotliwe. Nie miało być żartobliwe. Było pełne sarkazmu i bardzo, bardzo nieprzyjemne. „Zobacz! Jak małpy! Pfhhh (żenujące parsknięcie)” Nie wiem co natchnęło tego Pana w Obi, wybierającego akurat mydelniczki czy inne szczotki do kibla, do wydobycia z siebie tak głębokiej refleksji. Sądząc po minie jaką miał, kiedy spotkał się ze mną wzrokiem raczej do niego dotarło, że zachował się jak skończony idiota. Chociaż nie. Być może tylko przez chwilę wystraszył się, że oberwie kawałkiem kranu, węsząc jednak bezpieczeństwo, po prostu oddalił się by dalej rzucać równie prostackie teksty w kierunku innych przypadkowych osób. 

„O, 500+ idzie!”

To mój osobisty faworyt. Oczywiście jest to bardzo śmieszne. Za każdym razem. Wielce błyskotliwe. Za każdym razem. Odkrywcze. Za każdym razem. Jesteś wyjątkowy. Jak każdy z 240 osób przed Tobą. Świetny żart. Nie słyszałam go wcześniej. Nigdy. Brawo Ty. Klap, klap, klap (odgłos gromkich braw). Gdybym za każdy taki tekst dostawała kasę, to mogłabym sobie już kupić Ziemię, księżyc, Marsa, żeby tam wysłać chłopów, kiedy mam ich dość i Wenus na urocze wakacje dla mnie i córki.

Dodając odrobinę słodu do tej beczki dziegciu, nie mogę pominąć wszelkich niezwykle miłych komentarzy, które słyszę na szczęście równie często, co wszystkie powyższe do kupy zebrane. „Wspaniałe”, „Śliczne”, „Podwójne szczęście”, „Ale cudowna parka” itd. Tak mi dobrze, tak mi mów.

Link do pierwszej części znajdziesz tu: CO MÓWIĄ MATCE BLIŹNIĄT

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Inline
Inline