Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Czy mogę zostać maratończykiem? TEST

Maraton, zwany również kure… królewskim dystansem. 42 kilometry i 195 metrów. Wielka sprawa. Wielki wysiłek. Wielka praca do wykonania. Zastanawiasz się czy takie wyzwanie jest w zasięgu Twoich możliwości? Czy i Ty możesz zostać maratończykiem? Za chwilę rozwieję Twoje wątpliwości i pomogę odpowiedzieć na to niezwykle nurtujące pytanie.

Zacznijmy od krótkiego testu. Tzn. nie wiem czy krótkiego, ale na pewno krótszego niż maraton. Z tym więc nikt nie powinien mieć większych problemów. Przeczytaj i zastanów się czy poniższe twierdzenia dotyczą Ciebie. Nie myśl zbyt długo. Odpowiadaj raczej intuicyjnie, na podstawie pierwszej myśli, która przychodzi Ci do głowy. Zawsze tak robiłam przy wszystkich testach w Bravo Girl. Sprawdzało się idealnie. Do dzieła.

TEST

  1. Maraton to jakiś kosmos. Wydaje się czymś wielkim/wspaniałym/wyjątkowym/elitarnym/nieosiągalnym dla człowieka nie będącego cyborgiem (niepotrzebne można skreślić. Ale nie trzeba. Ale można. Wspaniale, prawda?) Przebiec kiedyś maraton. To byłoby coś.
  2. Chyba nie umiem biegać. Nigdy nie robiłem/łam tego na poważnie. Nie znam się na technice. Coś tam biegałam/łem kiedyś, ale bez szału. 
  3. Moja biegowa stylówa jest zdecydowanie bliżej Rocky-ego niż maratońskiej elity. Zdarzyło mi się biegać w trampkach conversopodobnych i bawełnianej koszulce, bluzie, spodniach dresowych założonych na długie bawełniane legginsy, klasycznych bawełnianych rękawiczkach, zimowym szaliku i czapce, w marcu, przy jakichś dwunastu stopniach na plusie. (Nie mam pojęcia skąd w mojej głowie pojawił się aż tak dokładny przykład. Pewnie mam bujną wyobraźnię. Zerko doświadczeń własnych, co nie?)
  4. Nie mam kondycji. Po kilometrze/dwóch/trzech/500 metrach/12 metrach/zanim zacznę biec (tu znowu możesz niepotrzebne skreślić! Wow. Wspaniały ten test jednak.) dostaję zadyszki i w atmosferze sromotnej klęski wracam do domu z myślą, że bieganie to jednak nie dla mnie
  5. Nie mam warunków. Widzieliście kiedyś biegacza? Maratończyka najlepiej? Chudy, wyżyłowany, mięśnie, o których istnieniu moje ciało raczej nie ma pojęcia. Zdecydowanie daleko mi do wymarzonego rozmiaru, a nie mam na myśli tyłka na wzór Kardaszianek. Biorąc pod uwagę BMI to w sumie mam nadwagę/otyłość/mieszczę się w normie, ale moje ciało przypomina pudding usiany gęsto pomarańczową skórką (wspominałam, że można niepotrzebne skreślić?). Tak. Wiem. Można schudnąć. Można wziąć się za siebie. Można-srożna. Jakby było można, to bym już dawno nosiła rozmiar 34, co nie?
  6. Kilka razy nawet wyszłam/łem pobiegać, ale jestem chodzącą definicją słomianego zapału, więc regularne treningi przed maratonem raczej nie mieszczą się w kręgu moich możliwości
  7. Gdyby mi się tak chciało, jak mi się nie chce.
  8. Organizacja. Dużo jej trzeba, żeby zaplanować treningi i się ich trzymać mimo różnych zaskakujących sytuacji losowych
  9. Ale chyba nie będzie można balować co weekend, skoro w niedziele wypadają długie wybiegania? Nie no bez jaj. Przecież po ciężkim tygodniu człowiekowi potrzebny jest reset. Jak nie gruba biba, to chociaż spokojne leniwe śniadanie w łóżku czy gdziekolwiek. Brak presji. Nie trzeba się nigdzie spieszyć. Nie mogę sobie odebrać przyjemności leniwych weekendów z rodziną.
  10. Czas. Przy małym dziecku w domu/dwójce małych dzieci/ pracy zawodowej na pełny etat ciekawe jak jeszcze znaleźć czas na intensywne treningi
  11. Siły. Jak wyżej. Jak przy tym wszystkim jeszcze znaleźć siły na intensywne trening

Ile z tych twierdzeń dotyczy Ciebie?

WYNIKI

Jeżeli pierwsze z powyższych twierdzeń i co najmniej jedno z kolejnych dotyczy Ciebie, to mam dla Ciebie wspaniałą wiadomość! Drzemie w Tobie prawdziwy maratończyk, a sukces jest niemalże na wyciągnięcie ręki! Skąd to wiem? Bo wszystkie powyższe punkty dotyczyły mnie. Zaczęło się dawno, dawno temu od cichych marzeń o zmierzeniu się z tym dystansem. Jeszcze za nim z pełną świadomością stwierdziłam, że chcę to kiedyś zrobić.

Odkąd pamiętam imponował mi maratoński dystans. Pamiętam, jak jeszcze kilkuletnim pacholęciem będąc widziałam, jak niedzielną drogę do kościoła przecinała nam trasa maratonu. Niesamowite i niemożliwe zarazem wydawało mi się pokonanie tylu kilometrów nieustannym biegiem. Nie przypuszczałam wtedy, że „zwykły śmiertelnik” jest wstanie dokonać podobnego wyczynu. W późniejszym czasie, kiedy już trochę wiedziałam na czym to całe bieganie polega, zaczęły pojawiać się różne inne wątpliwości.

Dziś, kiedy już mam za sobą parę maratonów (bo przecież dwa to para, co nie?) wiem, że chcieć to móc. Wszystko jest w głowie. Zamiast więc wzdychać, dumać czy zazdrościć, zacznij planować i weź się do roboty. Ty też możesz zostać maratończykiem. Do zobaczenia po maratońskiej stronie medalu!

Inline
Inline