Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Dlaczego blogerzy piszą o tym samym i dowcip o jamniku

Ustalmy na początek kilka konkretów. Przede wszystkim w tytule powinnam dodać słowo „parentingowi”, ale po pierwsze go nie cierpię, a po drugie jest za długie i fatalnie by to wyglądało, a musiałam jeszcze upchnąć wątek jamnika. Taki tam klikbajt wątpliwej jakości. Po drugie wypadałoby dodać słowo „wszyscy”, żeby podkreślić powagę tego niezwykle istotnego w skali globalnej problemu, ale wiadomo, że przecież nie wszyscy. „Wszyscy” to umrzemy i tyle można mieć pewności odnośnie tego słowa. „Wszystko” inne jest już tylko kwestią umowną.

Mimo to jakoś tak ciągle trafiam na te same tematy, podobne treści i do znudzenia powielane schematy. Też tak masz?

Jeżeli nie interesuje Cię mój wywód na ten temat, to przewiń na dół strony. Tam jest ten jamnik dla którego tu jesteś. Serio. Wiedz jednak, że dowiem się o tym i będzie mi przykro.

Wszystko już było

Jeżeli  kręcimy się wokół parentingu, to trudno oczekiwać specjalnych innowacji. Każda Matka przechodzi przez etap ciąży, każda przechodzi poród, naturalny lub cesarkę. Czy to nie temat na wpis? A pierwsze zęby? Wyprawka? Skoki rozwojowe? Jak zareagowali teściowie? Co najczęściej nas bulwersuje? Co nas wzrusza? Bejbiblus? Ogólnie ujmując etapy macierzyństwa lub chociażby opisywane przeze mnie:

Matki męczennice

Idealizm, a patologia na pokaz

Temat fotek dzieci wrzucanych do Internetu u mnie w tekście – Pornopocztówka

Tematyka „wspomnieniowa” – u mnie chociażby w dziale Jak to robi TwinMama

Mity ciążowe

Tematy zapalne, jak karmienie piersią, rozszerzanie diety itd.

Wpisy „okolicznościowe” Dzień Babci i Dziadka, Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Mamy

Można próbować szukać nowości w dziedzinie wychowania, żywienia dzieci, nowości technologicznych dotyczących opieki nad potomkiem czy nowości w literaturze. Nadal jednak będzie to ta sama kategoria. „Top 8 książek dla czterolatka.” „Akcesoria do karmienia – Top 5 must have”. Jakby się nie silić zawsze będą to w jakiś sposób powielane tematy, ale czy to do końca coś złego?

O czym ma niby pisać blogerka parentingowa będąca Matką, kobietą, panią domu, żoną, opiekunką, wychowawcą, kucharką, domowym ekspertem od żywienia? O konfliktach zbrojnych na bliskim wschodzie? No może. Pewnie, że może. Jeśli ma taką potrzebę. Bardziej chyba jednak prawdopodobne, że napisze o czymś, związanym z wyżej wymienionymi kategoriami.

Moje wpisy powstają zazwyczaj z chęci podzielenia się jakimś doświadczeniem, przemyśleniem, pomysłem czy ideą. Jednak nie ja pierwsza wpadłam na to, że wrzucanie zdjęć nagich dzieci do Internetu jest niedopuszczalne. Nadal gotuję się na ich widok. Czy powinnam była odpuścić sobie „PORNOPOCZTÓWKĘ” tylko dlatego, że nie ja pierwsza dostrzegłam problem? Teksty TwinMamy często dotyczą konkretnych życiowych sytuacji. Nie widzę nic złego, ani dziwnego w tym, że jestem 148 blogerką piszącą o ząbkowaniu czy o ulubionych gadżetach świeżo upieczonej Mamy, a po mnie przyjdzie jeszcze kolejny tysiąc.

To już było. Oklepany temat. Wpis nie wnosi nic nowego. Wszyscy o tym teraz piszą. Znowu kolejny taki post.

Takie komentarze przewijały się nie tylko przez mój blog, ale i wiele innych, do których zdarzyło mi się zajrzeć. Mało tego, bardzo często sama miałam ochotę napisać innym coś w stylu „Nuda.” „Znowu to samo” „Pfff heloooooł u mnie było o tym pół roku temu”.

Zaczęłam swoje blogowanie głównie w kontrze do tego, na co trafiałam w sieci. Większość mnie drażniła, irytowała. Widziałam jak wszystko krąży, wraca i kisi się we własnym sosie. Uznałam, że trzeba się pewnym kwestiom sprzeciwić, pokazać w innym świetle. Pomyślałam też, że skoro takie bzdury ludzie czasem wypisują, w moim skromnym i wielce subiektywnym odczuciu, a do tego są czytani, to ja też mogę. Zaczęłam pisać. Dość szybko zeszłam na ziemię i zorientowałam się o co w tej całej powtarzalności chodzi. 

Drogi potencjalny czytelniku jeżeli masz przesyt, wydaje Ci się, że wszędzie wyskakują linki w kółko na ten sam temat, to po prostu w nie nie klikaj. Nie czytaj. Ukryj. Odlajkuj. Oprócz mnie oczywiście. Mnie nie wolno odlajkować. Za to skazujesz się na siedem lat nieprzespanych nocy, „a dlaczego?” wypowiadanego przez Twoje dziecko przez całą dobę na okrągło co 30 sekund i uczulenia na kawę. Tak. To jest groźba. 😉 Nie odlajkowuj TwinMamy… Ale o czym to ja…

Nudzi Cię jakiś temat, nie chcesz tego czytać? Hej. Nie czytaj. To takie proste.

Jeżeli jesteś jednak po drugiej stronie klawiatury i prowadzisz własnego bloga w tej samej kategorii o najgorszej nazwie świata na p… (musi być lepsze słowo niż parenting!) odpuść sobie pomysł zostania pionierem. Ciśnienie zdecydowanie nie pomaga.

Nie wierzę, że ktoś jest w stanie pisać tylko teksty o unikalnej tematyce, nie poruszonej nigdy wcześniej.

Nawet jeśli Ci się uda, to zaraz przyjdzie 758 kolejnych blogerów, którzy prędzej czy później wpadną na te same pomysły i nikt raczej nie będzie pamiętał, że byłeś pierwszy. To tak nie działa. Mówię oczywiście o tekstach opartych na emocjach, doświadczeniach czy przemyśleniach. Inaczej rzecz się ma, jeżeli wynalazłabym obce DNA, ale ciężko o takie tematy w parentingu lub gdybym np. jako jedyny bloger na świecie miała dostęp do najnowszego najwspanialszego fotelika samochodowego firmy X i recenzowałabym go na dożywotnią wyłączność, ale hej, umówmy się. To się nie wydarzy. Nawet jeśli tak, to dla większości odbiorców prawdopodobnie i tak będę tylko kolejną blogerką opisującą „jakieś tam foteliki samochodowe” od firmy, z którą w danym momencie pewnie współpracuję, przy odrobinie farta i przedsiębiorczości może nawet za pieniądze. Nie. Nie ma w takiej współpracy nic złego. Nie ma też nic oryginalnego, ale w tym, że nie ma w tym nic oryginalnego, też nie ma nic złego. Zrobię teraz pauzę, na polepienie tej fatalnej składni do kupy i zrozumienie, co miałam na myśli w ostatnim zdaniu. Dla siebie tę pauzę. Ty, mam nadzieję, wiesz o co mi chodzi?

Problem chyba nie leży w tym, że „wszyscy piszą o tym samym”. Problem tkwi w tym, jak piszą.

Opowiem Ci zaraz dowcip o jamniku. Może go znasz, a może nie. Może Ci się spodoba, a może nie. Może się posikasz ze śmiechu, a może stwierdzisz, że nawet na miano ćwierć-suchara nie zasługuje. Może opowiesz go komuś, a ten ktoś jeszcze komuś itd. Jest spora szansa, że ktoś ten dowcip spali tak paskudnie, że nikt się nie zaśmieje, a połowa w ogóle nie zrozumie o czyj jajnik chodzi. Jest też spora szansa, że znasz ten dowcip, ktoś Ci go już wcześniej opowiedział, ale wtedy mocz lał się strumieniami, a brzuch bolał od śmiechu. Na moją wersję dowcipu natomiast powiesz tylko „Fajne. Znam.” lub o zgrozo „Znam, ale strasznie zjebałaś, to nie tak było!”

Dokładnie tak samo jest z tematami na blogach. Jeżeli jakiś temat jest bliski sercu Matki, to jest spora szansa, że tak, jak dobry dowcip przylgnie do Ciebie, tak ten sam temat związany z rodzicielstwem będzie ważny dla innej Matki. Kwestia tylko, jak ten temat podać tak, żeby inni mogli mieć z niego radochę, wzruszenie, złość, zadumę, czy też co tam planuję wywołać.

Przestałam się bulwersować powtarzalnością tematów i sama też przestałam się biczować tym, że znowu nie wymyśliłam koła.

Akceptuję w pełni to, że nie każdy musi chcieć czytać, że TwinMama pisze o karmieniu dzieci, bo jest to 68 tekst na ten temat, na który trafiliście w tym tygodniu i ileż można. Moim celem nie jest silenie się na nie wiem jaką oryginalność. Moim celem jest raczej spowodowanie, żeby ktoś chciał tu wrócić, bo nawet wpis o niczym lub tekst z dowcipem o jamniku na końcu powoduje, że chcesz tu spędzić chociaż kilka chwil. Myślę sobie, że to się broni. Nie tylko patent na oryginalny tekst, ale bloger sam w sobie i jego przepis na siebie i swoje artykuły. I tego wybronienia, własnego stylu, pomysłu na siebie i rzeszy odbiorców życzę sobie i każdemu parentingowcowi, bo czemu nie. Mam gest.

Do piekła bez czytelników i z wiecznym przymusem pisania darmowych recenzji kremu na hemoroidy wysłałabym tylko blogierów, którzy celowo kopiują wszystko jak leci, bez podania źródła inspiracji. Heloł. Internet nie jest aż tak duży. To naprawdę widać. ?

Mogę się założyć, że post o tym, że wszyscy blogerzy piszą o tym samym też już powstał, ale wolałam tego nie sprawdzać, żeby się nie kompromitować. Hipokryzja level milion? Wiadomo. Dobra jadę z jamnikiem…

DOWCIP O JAMNIKU:

Był sobie Andrzej. Andrzej prowadził normalne życie. Pewnego dnia jego świat się zawalił. Żona zostawiła go dla młodszego, dzieci się go wyparły, zwolnili go z roboty. Z rozpaczy poszedł się napić, a po pijaku przegrał w kasynie wszystkie pieniądze. Został mu jedynie stary, lekko utuczony jamnik. Właśnie, kiedy Andrzej miał targnąć się na swoje życie, jamnik przemówił ludzkim głosem:

– Andrzej, nie łam się, jeszcze nie wszystko stracone. Mam plan. Wystaw mnie w wyścigu chartów. Postaw na mnie ostatnie grosze, które Ci zostały. Jeszcze będzie pięknie. 

– Ale jak w wyścigu chartów?! Przecież Ty jamnik jesteś! Krótkie łapy, brzuch po ziemi, a to są charty! Urodzone by się ścigać!

– Nie dygaj Andrzej. Tylko ja Ci zostałem. Komu masz zaufać, jak nie mi? Mam świetny plan. Uwierz. Będzie wspaniale.

Andrzej po chwili namysłu stwierdził, że rzeczywiście może to jego jedyna szansa. Wystawił jamnika w gonitwie chartów.

Dzień wyścigu. Wszyscy na starcie. Rasowe charty i jeden jamnik.

– Na pewno dasz sobie radę? – zapytał zaniepokojony Andrzej.

– Spoko. Mam świetny plan. Będzie dobrze.- odpowiedział jamnik

3,2,1 ruszyli. Charty pędzą. Tumany kurzu. Na samym końcu drepcze jamnik. Andrzej panikuje.

– No dawaj jamnik! Co jest?! Wyścigną Cię!

– Spokojnie Andrzej! – krzyczy jamnik. – Mam świetny plan. Będzie dobrze!

Pierwsze okrążenie. Jamnik zdublowany. Drugie okrążenie. Kolejne charty zostawiają jamnika daleko w tyle.

– Jamnik co jest kurwa? Dajesz! Biegnij! Ostatnie pieniądze na Ciebie postawiłem!

– Andrzeju spokojnie! – sapie jamnik – Zaufaj mi! Mam świetny plan!

Sytuacja nie zmienia się. Charty kończą wyścig. Długo po nich, ostatni dobiega jamnik.

Zrozpaczony Andrzej pada na kolana.

– Jamnik! Co jest?! Ostatnie pieniądze postawiłem! Co się stało?! Co poszło nie tak?!

A jamnik na to:

– Nie wiem Andrzej. Nie wiem…

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Inline
Inline