Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Cud na strychu i denat czyli dziennik przeprowadzki

Mogłabym zacząć od „Kochany pamiętniczku…” Nie zacznę tak, bo jestem duża, a to jest przecież blog, a nie jakiś tam pamiętniczek. Poważna sprawa. Garść niezwykle cennych, trafnych, błyskotliwych uwag na dany temat, popartych własnym doświadczeniem, zabarwione odrobiną humoru. Będzie też trup. I jeszcze morał na końcu! Jedziemy. Dziennik przeprowadzki.

 

Dzień 1

Siedzę na kartonach. Nawet nie będę próbowała tego ruszać. Powoli wszystko rozpakuję. Nic na siłę. Nikt nas nie goni. Jesteśmy u siebie. Przecież nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy na już. Grunt to dobrze obrana strategia, o co przecież zadbałam.

 

Kosmetyczka

 

Ten drobny element przeprowadzki uważam za swój największy przebłysk geniuszu. Jeden z tych, którymi dzieli się na blogu i potem gazylion czytelników napisze „Wow! Super patent! Dzięki!” Ależ jestem z siebie dumna. Już to widzę. Przeprowadzka TwinMamy porady z czystego złota. Piękny to będzie wpis. E tam wpis! Ebooka walnę od razu! A co! No więc kosmetyczka…

Spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Żeby były pod ręką. Żeby nie trzeba było od razu przekopywać wszystkich wielkich kartonów z napisem „Łazienka”. Jedynie aby zachować resztki godności nie napiszę ile tych pudeł było. Dużo. Tak to zostawmy. Wracając do kosmetyczki. Robisz to dokładnie tak, jak podczas pakowania się na urlop. Szczoteczki, pasta, mydło, szampon. Podstawa. Więcej nie trzeba, prawda? Resztę jakoś tam powoli, w swoim czasie.

Dzień 6

Nadal nie znalazłam kosmetyczki. Oczywiście wszystkie niezbędne rzeczy musiały zostać natychmiast dokupione. Zęby umyte. Pachy i tyłek też. I włosy. Ale kosmetyczki brak.

Dzień 8.

Mamy mysz. Oczywiście nie taką z zoologicznego. Z domkiem, wszechobecnymi trocinami, tunelami zrób-to-sam z rolek po papierze toaletowym i kołowrotkiem, co w nocy wszystkich doprowadza do szału. Mysz z gatunku tych, których nie zaprasza się do domu. Raczej. W kuchennych szafkach znajduję namacalne dowody jej bytowania tam. Biorąc pod uwagę ich rozmiar, kształt i kolor, a tym samym prawdopodobne źródło ich powstania decyduję się ich jednak nie macać. Wierzę wzroku swemu. Zlecam Staremu polowanie. Zaraz. Czy my się przypadkiem nie przeprowadziliśmy z kotem? Ja pierdolę. Co za bezużyteczny leń.

Dzień 10

Znalazłam kosmetyczkę! Już powoli przestawałam wierzyć w jej istnienie. Zaczynałam myśleć, że pewnie w całym chaosie nie zauważyłam, że mi się to tylko przyśniło. Szkoda. Dobry pomysł by to był. Na szczęście kosmetyczka jest. Pusta. Czyli jednak sen.

Dzień 11

Mamy denata. W szafce pod zlewem. Oczywiście znajduję go ja. Malutkie, słodziutkie, śliczne, szare futerko. Cholera. Może jeszcze się da reanimować? Adoptować? Domek zbudować i zaprosić resztę mysiej rodziny? Zalana łzami, smarcząc zlecam Staremu utylizację. Przekonuję go, że mimo mojego pękniętego od hipokryzji serduszka może jednak wyrzucić do kosza. Nie musimy odprawiać uroczystego pogrzebu w ogrodzie. Nie śledzę dalszych losów, więc w sumie nie mam pewności czy gdzieś nie powstał jakiś smutny kopczyk.

Dzień 14

Co za dzień! Tak! Tak Panie i Panowie! Pierwsza noc, śniadanie, pranie, zmywarki wstawianie, pierwszy wzniesiony toast tu, w nowym domu, to jest pikuś przy tym co wydarzyło się dziś! To jak wolny weekend kontra miesięczny urlop. Jak szybki prysznic kontra gorąca kąpiel z kubkiem grzanego wina w dłoni w mroźny grudniowy wieczór. To jak… Zdać sobie sprawę, że wszystkie te drobne radości były naprawdę drobne, bo teraz oto zaczyna się prawdziwe życie. To dziś. Uwaga! Podłączyli nam Internet.

Dzień 18

Jaśnie Pan Kot Gustaw przynosi nam martwą mysz. Z ogrodu. Do domu. Chyba nie do końca zrozumiał wszystkie elementy mojego wykładu dotyczącego jego wkładu w nasze tu wspólne, domowe egzystowanie.

2 miesiące po przeprowadzce

Brak drzwi wewnętrznych jest ok. Koc w kiblu powieszony na karniszu rozpartym o kiedyś-tu-będą-ościeżnice jest ok. Tylko jak przyjdzie czymś trzasnąć w ramach typowych, kulturalnych małżeńskich wymian poglądów na tematy różne to nie ma czym. To jest jednak trochę przykre. Na szczęście są już rolety w oknach. Chociaż w sumie zasłona z kartonu też miała swój urok. Była taka eko.

2 i ciut miesiące po przeprowadzce

Strych. Przekopuję kartony z gatunku „nie wiem co to jest, ale na pewno coś ważnego, ale nie niezbędnego do życia, więc wrzucę to na razie na strych i na pewno w bardzo bliskiej przyszłości zrobię z tym porządek”. Zasadniczo to są tam głównie papiery. Dokumenty, stare gwarancje, instrukcje obsługi, czy wyniki badań, których to aktualnie poszukuję. Wszystko inne już jest na swoim miejscu. Nie ma szans, żebym znalazła tam coś innego… O wow! Różowe szpilki! I zielone! Jaka ładna żywa zieleń. Kalosze! Japonki! Sandały – trzy pary. Niesamowite. I to wszystko moje! Cud! Szkoda, że lato się już kończy. No nic. Na za rok będzie jak znalazł. Zostawię je tu. Nie ma sensu już ich znosić na dół. Wyjmę wiosną. Przecież nie da się zapomnieć o posiadaniu dziesięciu par wiosennoletnich butów, prawda?

Ileś tam po przeprowadzce

Wszystko względnie na swoim miejscu.  Więcej niespodzianek chyba nie będzie. Mnóstwo pracy jeszcze przed nami, ale to będzie fajne miejsce. Już jest. Bo nasze. Wymyślone i wyśnione. Marzenia naprawdę można spełniać. Trzeba nawet. Do roboty więc. Zacznij już dziś.

Kosmetyczkowy epilog żeby jednak na koniec nie było zbyt wzniośle

Dzień 12

Jest kosmetyczka. Tym razem ta prawdziwa. Istniała od początku. Przegapiłam tylko fakt, że mam dwie prawie identyczne. Sprawdziłam większą, była pusta, więc przestałam szukać, a ona tam biedna, Bogu ducha winna w kąciku, po cichutku przełykała gorzki żal odrzucenia i zapomnienia. 

Jednak musi być morał na koniec. Nigdy nie przestawaj w siebie wątpić. Twoja kosmetyczka gdzieś tam jest, tęskni i czeka na swój moment. Twoje marzenia też.

Nie ma za co.

______________________________________________________________

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, koniecznie daj znać.

Zostaw komentarz tu lub na Facebook’u. Polub, a nawet udostępnij śmiało.

Wtedy widzę, że nie piszę w próżnię, że jesteś tam, po drugiej stronie. Dzięki!

Znajdziesz mnie też na Instagramie o TU

Inline
Inline