Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Jak od maratonu zachodzi się w ciążę

Jest czerwiec 2014r. Dzień Ojca. Zakupy w hipermarkecie. Tydzień przeprowadzki do nowego lokum. Wynajętego. #jeszczewtedywinaTuska. Bez #500złnadziecko. Trafiam na dział kosmetyczny. Przypadkiem, kątem oka łapię testy z bobasem. Tydzień przeprowadzki to dźwiganie i nieustanne browary, pizza na kartonach itd. Co najmniej. Umówmy się. 😉 Okres spóźnia się kilka dni. Wcześniejsze kompletnie-nie-pamiętam-po-co robione badania hormonalne pokazują, że tak może być oraz że na ciążę szans nie ma. Nie żebym się starała .. No heloł… Młoda jestem. Przed trzydziestką (trochę mniej niż półtora roku, ale zawsze), kariera na polu zawodowym w trakcie… kiedyś… chyba będzie…Poza tym we wrześniu. Ten pierwszy. Wymarzony. Maraton. O! No właśnie. Maraton. Trza by w końcu zająć się tym na poważnie.

 

Wrzucam test do koszyka. Bo czemu nie. Kilka już w życiu robiłam. Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.

 

Były wakacje. Rocznica ślubu świętowana w kurorcie zagranico, na bogato, all inclusive, z sandałami i drinkami przelewanymi pod stołem do butelki po wodzie, żeby można było pić w pokoju. Może przy okazji ktoś zgadnie jakiej narodowości byli ci pomysłowi przelewacy i dlaczego wiemy od razu, że polskiej…? Po powrocie z raju (jeszcze nie oblężonego przez uchodźców, więc uff… nie musieliśmy cierpieć i narzekać na Twitterze jak ci biedni Anglicy) dobitka nad polskim morzem. Wspaniałe niekoniecznie zaplanowane, lekko przydługie roztrenowanie. Biegajmy więc!

Ustawka na trening. Ten pierwszy po przerwie. Ten na poważnie. W końcu. Ten rozpoczynający drogę do 42,195km. Ustawka z moim kołczem/wsparciem/guru/encyklopediąwiedzy/sparing-trening-partnerem/natchnieniem/mentorem i jednocześnie wspaniałym towarzyszem w odwiecznym nie-chce-mi-się-dziś-to-może-od-jutra.

 

IMG_9878

Jutro 24.06.2014.

Budzik ustawiony na 5 rano.

Bo potem gorąco. Bo potem do pracy. Bo tak.

Tak więc nazajutrz.

Dzwoni.

Kurwa. Jest 5 rano.

Serio?

Tak mi się nie chce…

Tak bardzo..

Idę siku.

Na szafce w łazience leży dzień wcześniej kupiony test.

 

Bardzo śmieszne (myślę sobie) byłoby, gdyby się okazało, że jestem w ciąży… Wtedy nie musiałabym biegać i wstawać o 5 rano. Ha! ha! Śmieszne. Z drugiej strony, parę razy już robiłam test i okazywało się, że fałszywy alarm 😉 Sięgam więc po niego raczej bezrefleksyjnie. Bez stresu. Poza tym. Jest pieprzona 5 rano.

Robię test.

Czekam na wynik.

Śpię. Śpię. Śp….iii…. Chrrrr….. Ęęę…

Budzi mnie moje własne chrapanie.

Patrzę na zegarek.

Przespałam na kiblu co najmniej 5 min.

Patrzę na test.

Dwie kreski.

Odkładam.

Bardzo śmieszne. Ha. Ha.

Biorę test jeszcze raz do ręki.

Dwie kreski.

Ta… Jasne… Trę oczy.

Dwie kreski.

Yyy… Ale jak to…

Wysyłam SMS. Coś o wirtualnym bólu kolana, że jednak nie dam rady, że dziś nie pobiegnę.

IMG_3350

Co .. Co? Cooo?! Jak to? Przecież to dla żartów było. Bo biegać mi się nie chciało…

Wracam do wyra, kładę test na poduszce i intensywnym napieprzaniem w żebra zmartwychwstaję Ojca. Przyszłego. Co jeszcze nie wie, że nim będzie .

 

– Ej ej ej zobacz!

– Co to?

– Gówno. (Co to za pytanie?)

– Ale jak to?

– Srak to!! (CO TO ZA PYTANIE?)

– I co teraz?

– No nie wiem.. (CO TO ZA PYTANIE?!?!) Wiem tyle samo co Ty…

 

#tylebyłozmaratonu #przynajmniejniemusiałamwstawaćrano

#bobiegaćmisięniechciało

 

Inline
Inline