Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Jak to robi TwinMama: KARMIENIE

Jak to przy bliźniętach bywa, temat karmienia również budzi sporo wątpliwości i lęków, zwłaszcza zanim dzieci pojawią się na świecie. Razem czy osobno, jednocześnie czy na przemian itd. Nie lubię mówić za ogół ludzkości, bo co ja tam mogę wiedzieć, ale to chyba normalne, że rodzicie malutkiego dziecka zastanawiają się, czy dobrze przybiera na wadze, czy dostaje tyle składników odżywczych, ile potrzebuje, czy wyje z głodu, czy z przejedzenia, czy boli brzuszek, czy może kupa, czy o cholerę mu tym razem chodzi 14 raz w środku nocy. No to z bliźniętami jest mniej więcej tak samo. Tylko razy dwa, jak względnie szybko udało mi się obliczyć.

 

Nie zamierzam bawić się w dietetyka czy innego specjalistę-magika od żywienia niemowląt. Przedstawiam tylko trochę własnych doświadczeń dotyczących karmienia bliźniąt do mniej więcej pierwszego roku życia.

MLEKO

Kiedy Twixy żywiły się tylko i wyłącznie mlekiem, największym problemem była nieszczęsna miarka. Początkowo był to jej brak. Dlaczego cycek nie ma wskaźnika wydojonego mleka? Skąd mam wiedzieć, czy z obu leci tak samo? Czy oboje się najadają? Czy powinny wisieć na cycku tyle samo czasu czy nie? Potem, kiedy etap cycka został w bólach pożegnany, nastąpił okres nienawidzenia miarki z powodu jej istnienia na każdej butelce. A bo dzieci w tym wieku to powinny zjadać tyle, a czemu one jedzą połowę tego, a za chwilę znów są głodne? A dlaczego jedno zjada 1,5 raza więcej niż drugie? Czy to nie za dużo? Nie za mało?

Po kilku kryzysach udało nam się w końcu dojść do w miarę rozsądnego wytłumaczenia. Po pierwsze: każde dziecko jest inne. Młoda Matka Bliźniąt może sobie to powtarzać w trupa, ale zanim zaskoczy musi upłynąć trochę czasu i niejednokrotnie łez i stresu w związku z rozmaitymi A-czemu-ona-nie-je-tyle-co-on i na odwrót. Nie mniej, po burzy zawsze przychodzi spokój, a po porównawczym kryzysie ukojenie, że one NAPRAWDĘ są dwiema odrębnymi jednostkami i wymagać od nich, żeby jadły dokładnie tyle samo i w tych samych momentach jest równie absurdalne co oczekiwanie, że Ty i twój brat/siostra/wujek/kuzyn/sąsiadka usiądziecie razem do stołu i po równo, z aptekarską dokładnością, podzielicie i zjecie schabowe z ziemniakami i zasmażaną kapustą. Codziennie. Co 3 godziny. Przez jakieś pół roku powiedzmy.

Na pomoc przyszła nam również waga. W pierwszych tygodniach, zgodnie z zaleceniami lekarzy i położnych, ważyliśmy się co dwa – trzy dni*, później raz na tydzień – dwa. Około 3 miesiąca zaczęliśmy je ważyć tylko z okazji kolejnych miesięcznic, głównie w celach pamiątkowych.

*Proponuję nie popadać w paranoję i nie ważyć dzieci codziennie, najlepiej jeszcze do tego przed i po posiłku. To strasznie stresujące i głupie. Nigdy w życiu bym tak nie zrobiła. Bez jaj…

Kiedy już przestałam je obsesyjnie ważyć trzy razy dziennie, okresowe sprawdzanie przyrostu wagi pokazywało, że bez względu na to co mi się w głowie uroiło z gatunku „za mało” lub „za dużo”, Twixy systematycznie obrastają w tłuszczyk i maltretowanie wszystkich dookoła o bzdurne 20, 30 czy 60 mililitrów białej substancji naprawdę nie ma sensu. Kiedy po odrzuconej totalnie kolacji córka normalnie przespała noc uznałam, że jednak może nie takie głupie te moje dzieci i wcale nie planują się zagłodzić i warto dać im (lub raczej sobie) spokój. 

SYNCHRONIZACJA

Ulubione słowo TwinRodziców. Wiadomo, że najlepiej jednocześnie karmić, usypiać, wietrzyć, przewijać itd. To pozwala oszczędzić czas, a ten, w przypadku TwinMatki, to zdecydowanie więcej niż pieniądz. Od samego początku karmiliśmy Twixy w tych samych porach. Nie zawsze jednak oznaczało to karmienie jednoczesne. Zwłaszcza na początku, kiedy na widok cycka czy butelki prędzej zobaczyłabym środkowy palec niż jakąkolwiek chęć do jedzenia, a atmosferę nieustannie wypełniał odgłos błogiego chrapania. W takich momentach karmiłam jedno po drugim starając się jednak, żeby pory nie rozjeżdżały się za bardzo. Efekt był taki, że zdarzało mi się karmić bez przerwy przez 5 godzin, bo zanim skończyłam karmić jedno, drugie już dojrzewało do kolejnego posiłku, ale hej! Kto by się tam martwił o świat dookoła czy własne potrzeby, kiedy na rękach masz kilkutygodniowe niemowlę, a potem drugie 😉 Nie brakowało mi czasu na sen, ani zjedzenie czegoś porządnego, bo mam wrażenie, że pracowałam na jakichś kompletnie niezrozumiałych obrotach awaryjnego trybu „młoda Matka”. Podchodziłam do doby bardzo zadaniowo. Teraz jemy, teraz śpimy, teraz karmimy, teraz spacerujemy. Nie zastanawiałam się nad tym, że jest noc, wieczór, pora obiadu itd. Moja doba wyglądała trochę jak doba niemowlaka i nie analizowałam tego specjalnie. Teraz jest tak, a za miesiąc będzie zupełnie inaczej, a za kolejny znowu zmiana itd. Jak najbardziej okazało się to prawdą. Pierwsze tygodnie zleciały mi nie wiem kiedy. Z resztą nie wiem nawet kiedy minął cały rok, a o tych naprawdę kilku naprawdę nieprzespanych nocach względem reszty naszego życia już zupełnie nie pamiętam. 

DZIEŃ

Synchronizacja w przypadku kilkutygodniowych czy kilkumiesięcznych bliźniąt sprowadzała się do pilnowania wspólnych pór posiłków w ciągu dnia. Jeżeli oboje byli zainteresowani jedzeniem w tej samej chwili to wspaniale. Twixy lądowały w leżaczkach, a ja siadałam między nimi na podłodze. Butle w dzioby i nasz rekord na jeden wspólny posiłek, to coś około 4 minut z zegarkiem w ręku. Oczywiście bywały i męczarnie dużo dłuższe i takie, zakończone niepowodzeniem. Jeżeli któreś z Twixów bardzo odmawiało współpracy, próbowałam po chwili. Kilka razy zdarzyło się, że jedno z młodzieży kompletnie wypięło się na jedzenie i ku mojemu zdziwieniu wspaniale funkcjonowało i nie umarło z głodu do następnego. Ile prób nakarmienia zakończonych kompletną klapą podejmowałam w międzyczasie, to nie wiem, ale myślę, że w skali od jeden do „fchuj”, to gdzieś bliżej tego drugiego KOŃCA ;). Materiał do zapamiętania po raz kolejny: moje dziecko nie planuje zagłodzić się na śmierć.

NOC

Nocą karmienie występowało na życzenie. Jeżeli jedno się budziło, nie budziłam drugiego. Na początku oznaczało to częstsze wstawanie. Pamiętając jednak, że noc jest do spania i tego pragniemy Twixy jak najszybciej nauczyć, nie przerywaliśmy ich snu. Na dłuższą metę okazało się to całkiem spoko, ponieważ Twix-córka zaczęła przesypiać noce około 3 miesiąca, a syn koło 6. Jakim bezsensem byłoby maltretowanie tego dziewczęcia nocą, kiedy ona po prostu chciałaby spać. 😉

Od początku było dla nas jasne, że nocne karmienia będą angażować i mnie, i Ojca. Najpierw wstawaliśmy jednocześnie. Ojciec przewijał i podawał do karmienia, ja karmiłam i odkładałam do wyra. Kiedy doszliśmy do większej wprawy, wstawaliśmy w trybie zmianowym. Ojciec pierwsze pół nocy – powiedzmy do 3:00, a ja drugie pół. Dzięki temu każde z nas, pomijając oczywiście sytuacje awaryjne, miało zapewnione kilka godzin snu ciągiem, co było niezwykłym luksusem. Oczywiście takie rozwiązanie nie sprawdziłoby się w przypadku dalszego karmienia piersią, ale to chyba nic odkrywczego.

Podsumowując – synchronizacja – tak, jednoczesne karmienie – niekoniecznie. Bo czasem jest to możliwe, a czasem nie. I już.

ROZSZERZANIE DIETY

Nie wiem, czy klasycznie czy nie klasycznie. Czy w zgodzie z najnowszymi trendami i badaniami hamerykańskich naukowców. Znaczy wiem. Przede wszystkim w zgodzie z własną intuicją zaczęłam rozszerzanie diety Twixów. Czy to ważne w którym miesiącu? Czy to ważne, czy najpierw była marchewka czy ziemniak? Na pewno. Ale nie jestem żadnym specem, jak już wspominałam na początku. I nie dam się zarżnąć za słoiczek podawany w 5 czy którymś tam miesiącu. Jest tyle źródeł mądrych i mniej mądrych, dotyczących co, kiedy i w jakiej formie podawać, że doktoryzowanie się na ten temat nie ma dla mnie kompletnie żadnego sensu. Prawda jest taka, że Matka i tak zawsze wie najlepiej. I dobrze. I tak trzymać.

Przerobiliśmy dietę słoiczkową. Był to bardzo krótki etap, zakończony ze względów totalnie ekonomicznych. 5zł za zmiksowaną marchewkę z ziemniakiem? No bez jaj. Kolejny etap to BLW wersja TwinMama, czyli Blender Lubię Wybierać. Lecieliśmy papkami przez jakiś czas i wszystkim sprawiało to mnóstwo frajdy. Koło 7 miesiąca znudziło mi się babranie w zmiksowanych brejach, które odkąd Twixy nauczyły się pluć, lądowały wszędzie i zaczęliśmy fazę siekania, która dość szybko przeszła w etap krojenia. Posiadając po maksymalnie 2 zęby każdy, Twixy nauczyły się zgrabnie mielić w paszczach całkiem spore kawałki, a problem z konsystencją i formą posiłków dotyczył już tylko i wyłącznie ich widzimisię. Jak się okazuje, dziecko może nauczyć się pochłaniać posiłki we względnie ludzkiej formie, mimo przejścia przez etap papek. Sorry, ale „typowe” BLW do mnie nie mówi. Już tak mam, że nie lubię zabawy jedzeniem i marnowania go. Tak wiem. Przy dzieciach to w pewnym stopniu nieuniknione. Serwowanie kawałków całkiem spoko szamy tylko po to, żeby młodzież mogła w tym pogrzebać, poklepać, popacać, porozrzucać i może przypadkiem wsadzić coś do buzi, jest nie dla mnie, ale oczywiście, co kto lubi. Kończąc temat, były papki, są parówki, ale jaglanka też się zdarza, więc chyba nie jest źle.

Moje doświadczenia z karmieniem piersią są delikatnie mówiąc nieznaczne. Tylko z tego względu temat ten nie został tu zbytnio poruszony. Jest jednak miejsce idealne dla przyszłych i młodych Matek bliźniąt pragnących zmierzyć się z cyckiem. Są to: świeżo powstały blog: www.blizniakinapiersi.pl, fanpejdż i grupa na FB o tej samej nazwie. Jeżeli potrzebujesz piersiowego wsparcia, tam na pewno je znajdziesz. 

Po co to robię, może ktoś zapyta? Po co taki wpis? Bez tabelek? Bez procentów? Bez statystyk? Bez niezwykle naukowo brzmiących źródeł i cytatów? Bez porad z głębi medyczno-dietetetyczno-pediatryczno-kulinarnych odmętów? Z tych samych powodów, z których powstały pozostałe wpisy w tym dziale:

  1. Dasz radę, bo ja dałam, a nie jestem nadczłowiekiem.
  2. Ty będziesz wiedziała najlepiej, a intuicja jest kluczem do sukcesu.
  3. Spokój. Keep calm and ogarniaj bliźniaki. 

 

Smacznego!

Inline
Inline