Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Jak to robi TwinMama: SPACER

Wyjście na spacer zwłaszcza jesieniozimą, to trochę taki wyścig. Wyścig z czasem, z ugotowaniem się dzieci w kolejnych warstwach ubrania, wyścig z ich cierpliwością i umiejętnościami logistycznymi Matki. Mam więc dziś kilka drobnych wskazówek lub może raczej odpowiedzi na pytania w stylu ” Jak Ty ogarniasz wyjście na dwór z dwójką, jak mnie jeden/jedna doprowadza do szału?”.

Jeżeli można się uczyć na cudzych błędach, to zapraszam. Chętnie bym sobie to przeczytała kilka miesięcy temu. Polecam szczególnie tym, którzy nie mają w domu wszystkiego zawsze ułożonego pod linijkę, kolorami i w kolejności alfabetycznej.

IMG_2926

Podstawowa sprawa – nie daj się rozproszyć i nie wpadaj w panikę, że jedno płacze (lub oboje), że jedno się już grzeje, a drugie nieubrane, że koty natychmiast muszą dostać jeść ( o skutkach karmienia kotów w nieodpowiednim momencie pisałam TUTAJ). Nie analizuj, że oboooożeeee jeszcze tyle trzeba zrobić, tyle spakować. Pamiętaj, jaki masz cel. Ubrać siebie, dzieci i wyjść. Skup się na tym celu i stopniowo staraj się go realizować.

Kolejna „złota rada”: nie zostawiaj wszystkiego na ostatnia chwilę. Niech wychodzenie na spacer, nie zaczyna się w momencie wychodzenia na spacer 😉 . Póki dzieci są w formie, zajmują się czymś np. „leżę i się gapię”, póki nie musisz zrobić nic związanego z nimi np. nakarmić, przewinąć itd., zajmij się „przygotowaniem spaceru”. Ogarnij to, co może ułatwić Ci życie i sprawić, że nie będziesz miała wrażenia, że proces wychodzenia na zewnątrz, zajmuje więcej czasu, niż sam spacer. Do rzeczy:

  • Ogarnięcie siebie. Full make up i mega ciuch z powodów, które wymieniłam TUTAJ. Mówiąc bardziej serio, żeby uniknąć sytuacji, że dzieciakom z uszu leci para, bo cytując klasyka „ufff jak gorąco, puff jak gorąco”, a Ty („żeby szybciej”) wybiegasz z domu w kurtce zarzuconej na piżamę lub zarzygany t-shirt, przygotuj sobie ubranie. Oprócz niewątpliwie istotnego efektu wizualnego 😉 ważne jest, żeby Ci było wygodnie, nie za ciepło, żebyś nie zmokła itd., skoro masz spędzić trochę czasu przy zmiennych często i niezbyt przyjemnych warunkach pogodowych. Raczej też chcemy uniknąć poszukiwań rękawiczki w ostatniej chwili lub odmarzniętych palców.
  • W zasadzie to samo tyczy się przygotowania ubrań dla dzieci. Od podstawowego bodziaka (bo przy przedspacerowym karmieniu i przewijaniu może się wydarzyć wszystko 😉 ), poprzez wszystkie kolejne warstwy, na wspomnianych rękawiczkach kończąc. Ułóż je w kolejności zakładania na osobnika (tj. bodziak na wierzchu, kurtka na samym dole), najlepiej gdzieś blisko przewijaka, czy innego stanowiska do ubierania dzieci. Tzw. dodatki, tj. czapki, rękawiczki, ewentualne buty, zainstaluj w wózku. Układanka śmieszna lub zbędna? Jeżeli mogę w ten sposób zaoszczędzić chociaż kilka sekund wrzasku, to ja na to idę.
  • Zastanów się i przygotuj to, co będzie Ci potrzebne podczas tego spaceru. Może będzie to, to co zwykle, a może powinnaś zabrać coś „ekstra” np. książeczki zdrowia dzieci albo sitko, które od pół roku próbujesz oddać przyjaciółce, ale ciągle o tym zapominasz, a właśnie dziś macie się spotkać 😉 . U mnie np. standardowo spakowane muszą być (a niekoniecznie są na stałe przy wózku) portfel Matki – oczywista oczywistość, (po którą prawie zawsze się wracam) do Biedro nie wejdziesz 🙁 , ale do niektórych sklepów na pewno, zestaw słuchawkowy ( UWAGA! Nie trzeba trzymać telefonu w ręku, a umówmy się KAŻDA dziamgoli przez telefon ile wlezie) okulary przeciwsłoneczne, o których konieczności wspominałam TUTAJ. 😉

IMG_2936

Kiedy zbliża się właściwa pora spaceru, rozpoczynamy procedurę wychodzenia. Ubieramy wstępnie Matkę. Kurtka i/lub sweter plus dodatki niech będą zainstalowane przy wózku. Od czegoś on jest taki wielki. Jest to też całkiem niezły moment na to, żeby zrobić siku, dżast sejin. Otwórz lub raczej porządnie uchyl okno. Następnie uruchamiamy proces ubierania BLIŹNIAKA PIERWSZEGO. Po nałożeniu wszystkich niezbędnych warstw oprócz kurtki/kombinezonu butów i dodatków, odkładamy BLIŹNIAKA PIERWSZEGO do pobliskiego łóżeczka. Nie ma sensu kitować go do wózka, bo i tak trza go będzie zaraz doubierać, a poza tym, w swobodniejszych warunkach, być może mniej się zgrzeje, niż wciśnięty w gondolę/spacerówkę. Podobne czynności wykonujemy na BLIŹNIAKU DRUGIM modląc się w skrytości serca, aby BLIŹNIAK PIERWSZY, w tym właśnie momencie, się nie zesrał.

BLIŹNIAKA DRUGIEGIEGO ubieramy kompletnie (oprócz dodatków) i ładujemy do wózka. Wracamy do BLIŹNIKA PIERWSZEGO, kończymy procedurę ubierania i również ładujemy do wózka. Bierzemy trzy głębokie wdechy. Rozglądamy się dookoła. Sprawdzamy, czy któryś kot nie zechciał się zabrać z nami w koszu pod wózkiem (absolutnie nie wiem, skąd wzięłam ten pomysł). I wychodzimy na klatkę schodową, pamiętając, żeby po zamknięciu drzwi, wyjąć klucz z zamka. Czwarty raz może już nie przejść akcja, że wracamy do domu, klucze są nadal w drzwiach (po zewnętrznej stronie), a nikt nam jednak chaty nie obrobił (zerko doświadczeń na tym polu). Przed wyjściem z bloku ubieramy Matkę, a dzieci wyposażamy w dodatki, kocyki, zapinamy śpiworki i inne tego typu historie. Jeśli mieszkasz w domu jednorodzinnym proponuję jednak czynności „klatkowe” wykonać przed wyjściem na zewnątrz ;). Dżast sejin.

Po tak wspaniale rozegranych przygotowaniach, spacer jest już czystą przyjemnością 😀 .

Życzę powodzenia i robienia kolejnych wspaniałych życiówek!

Sobie natomiast życzę, zastosowania się choć raz… w pełni… do powyższych autopoprawek…

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Inline
Inline