Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Matka Polka Męczennica

Mam wrażenie, że ludzie uwielbiają narzekać, a Matki to już w szczególności. Bo niewyspane, bo zmęczone, bo głowy nie umyły od trzech dni, bo paznokcie obdrapane, bo dzieci płaczą na zmianę lub na raz, bo nie wiem co na obiad ugotować, a potomek i tak nie chce nic jeść, bo na zakupach byłam i się zmęczyłam, bo przecież dziecię w wózku pchanym przed sobą cały czas piłowało struny głosowe, bo inni mają lepiej.

 

Może powinni tego uczyć w szkole. Najlepiej już od przedszkola, żeby się utrwaliło. Bycie rodzicem nie jest łatwym zadaniem. Nie polega na leżeniu i wąchaniu kwiatków. To, że jest się czasem niewyspanym, zmartwionym, zestresowanym, zmęczonym nie jest niczym niezwykłym. Przestańcie się licytować na to, kto ma ciężej. W czym to komu pomaga? Bo ząbkowanie takie trudne. E tam ja mam ząbkowanie i gruby tyłek! Nic mi nie mówcie, ja mam ząbkowanie, gruby tyłek i wkurwiającą teściową.

Odkryję teraz dla niektórych Amerykę: macierzyństwo na tym polega. Na tym wszystkim na co narzekasz. Nie. Nie masz gorzej niż inni. KAŻDY ma taki moment, etap krótszy lub dłuższy, kiedy jest mu po prostu ciężko. Nie ma w tym nic wspaniałego. Nikomu nie zaimponuje jednak wieczne narzekanie i przerzucanie się komu jest trudniej. Co z tego, że jesteś sama z dzieckiem przez cały dzień, skoro obok jest Matka, która ma dwójkę. Już zaraz pojawi się trzecia taka, która jest w ogóle samotną Matką, a wszystkich „przebije” Mama dziecka cierpiącego na nieuleczalną chorobę. Nie zmienia to faktu, że bez względu na życiową sytuację KAŻDY ma czasem gorszy dzień. Nie wiem co jest fajnego w udowadnianiu na siłę komu jest gorzej.

Co innego szukanie wsparcia. Czasem dobrze jest się wyżalić. Wygadać. Tak dla oczyszczenia. Nie będę oceniać czy lepiej jest zadzwonić do Mamy, przyjaciółki, pogadać z mężem, czy napisać na forum do ludzi, których się kompletnie nie zna. Tak na prawdę to chyba zależy od sytuacji, od osoby i tak dalej. Co kto lubi i co komu pomaga. Co innego jest jednak zrzucanie ciężaru z barków, a co innego popisywanie się swoim męczeństwem i licytowanie na siłę.

Na forumku dla Mam ktoś dodał zdjęcie z zapytaniem o zmianę skórną. Natychmiast pojawia się komentarz. ” Że też masz czas takie zdjęcia robić, bo ja to…” bla, bla, bla. Serio? To było pytanie na serio? Wiesz ile czasu zajmuje cyknięcie foty i wrzucenie jej na forum? Nie sądzę, że dużo więcej niż napisanie Twojego uszczypliwego komentarza. Doskonale wiem, że to pytanie nie było na serio. Każdy wie, że taka fota to tylko chwila. To była po prostu kolejna wiadomość z przesłaniem z cyklu: „Nie wiesz co to prawdziwe problemy chyba? Ja to mam dopiero dramat.” Kolejne zdjęcie. Tym razem kubek z kawą. W tle śpiące dziecko. W jednym z pierwszych komentarzy krótkie zdanie „Tak się chwalisz, pewnie zaraz się obudzi.” Zazdrość straszna rzecz. Może zamiast zazdrościć, marudzić, nękać zadowolone z życia osoby tekstami „Naciesz się bo zaraz się skończy” spróbuj pomyśleć, co możesz zmienić w swojej sytuacji. Nie wierzę, że nic nie da się zrobić z Twoimi fałdkami wystającymi ze spodni. Na pewno nie pomoże wylewanie frustracji na innych. Przykłady można mnożyć.

Chcesz, żeby ktoś Ci pomógł w przyszłości? Nie wyśmiewaj cudzych problemów sarkastycznymi tekstami o tym, kto ma trudniej i co to są prawdziwe problemy. Z drugiej strony nie torpeduj czyjegoś dobrego samopoczucia kąśliwymi uwagami o tym, że ktoś ma chyba za dużo czasu, albo niepotrzebnie się cieszy, bo może jutro będzie gorzej. Może wczoraj było właśnie to „gorzej”? I przedwczoraj? I przez ostanie dwa tygodnie? Miesiące może nawet? Może to jest ten moment kiedy ktoś wstał z kolan, postanowił wziąć się w garść, znalazł pierwszy promyk słońca w swoim życiu od dłuższego czasu i postanowił się tym podzielić. Dobrem trzeba się dzielić. A Ty przychodzisz i tryskasz jadem. Pomyśl lepiej o tym, co zrobić ze swoim życiem, żeby było Ci lepiej, a nie innym gorzej.

Pytasz kogoś „Jak udaje Ci się połączyć bieganie z macierzyństwem?”, albo czysty dom z macierzyństwem, albo pracę z macierzyństwem, albo malowanie paznokci z macierzyństwem. Czysty dom, dwójka/trójka/czwórka dzieci, zwierzęta, zakupy i jeszcze czas dla siebie! Jak Ty to łączysz? Jak to jak. Nie łączę czegoś tam z macierzyństwem. To wszystko jest właśnie macierzyństwem. Bycie Mamą dokładnie na tym polega. Na łączeniu różnych rzeczy ze sobą. Sprzątania, pracy zawodowej, dbania o dziecko, ale i o siebie, własnego hobby, opieki nad zwierzętami czy mnóstwa innych rzeczy, które wybierasz lub życie wybiera dla Ciebie. Sęk w tym, że każdy ma inne życie, inne cele, inne potrzeby. Nie każdy musi biegać, chodzić do pracy, zajmować się czwórką dzieci i gromadką kotów od czasu do czasu dziergając na drutach wełniane kapy. Ktoś powie „Ja po całym dniu jestem tak zmęczona, że nie mam już siły na ćwiczenia/czytanie/wyjście z domu ze znajomymi.” Ja też nie zawsze mam na to siłę, ani ochotę. Nadal nie ma w tym nic wyjątkowego. Nie przekonuj mnie do swojego męczeństwa, że jest większe, że jest bardziej, że ja mam łatwiej bo coś tam.

Postawa Matka Polka Męczennica mnie nie przekonuje. Nie wiem po co tracić czas i energię, których tak Ci podobno brakuje na smędzenie i licytowanie się publiczne, kto ma gorzej. Zamiast tego zrób sobie dobrą herbatę, relaksującą kąpiel, albo po prostu idź spać, żeby naładować baterie. Rozumiem, że Twoje dziecko teraz śpi, kiedy ty uzewnętrzniasz swoje męczeństwo w sieci? No bo przecież kiedy nie śpi, jesteś tak zarobiona, że nie nadążasz załadować, jak ten chłop na budowie, co z pustą taczką biega w te i wewte.

A może by tak spróbować sobie pomóc, zamiast pogłębiać swój dramat? A może by tak spróbować poszukać jasnych stron, a nie ciągle tych dołujących. Możesz to zrobić. Nawet TY największa marudo świata, najbardziej umęczona i najbardziej zniechęcona do czegokolwiek poza narzekaniem.

Skąd to wiem? Bo sama często nie mam siły. Często siadam wieczorem na kanapie i myślę sobie, że nic więcej nie dam rady zrobić, a przecież i tak prawie nic nie robię. Często wydaje mi  się, że inni ogarniają więcej, lepiej, ciekawiej, bardziej wartościowo. Często brakuje mi motywacji. Często nie wiem czy dobrze robię. Nauczyłam się jednak tego, że takie myśli przychodzą zazwyczaj w momencie zmęczenia. Tego fizycznego, ale i psychicznego. W takich chwilach już wiem, że muszę trochę odpuścić, zwolnić, a najlepiej zatrzymać się zupełnie i zastanowić co jest dla mnie w danym momencie życia, tygodnia, dnia ważne. Czysta podłoga, zrobiony trening, chwila dla siebie, zabawa z dziećmi , a nie tylko nadzorowanie znad ściereczki do wycierania kurzy czy garnka z gotującą się zupą. W takich momentach układam sobie w głowie, a czasem nawet na kartce, ale to już takie moje małe zboczenie, plan, taką hierarchię celów na najbliższy czas. Segreguję i wybieram co ważne, co mniej ważne, a z czego na razie rezygnuję. To pomaga mi funkcjonować.

Nie dam Ci recepty na szczęście. Nie powiem Ci jak poradzić sobie z chorobą, zmęczeniem, samotnością, ciężką sytuacją finansową, brakiem weny do ćwiczeń, diety, czasu na pomalowanie paznokci czy głębszego sensu w życiu. Mówię Ci tylko uśmiechnij się. Pomyśl o sobie. Poszukaj rozwiązania. Możesz je znaleźć. Zawsze. Na tym polega macierzyństwo. Jak mi nie wierzysz, to zapytaj Mamę.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Inline
Inline