Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Moje dzieci się biją

Kto jest rodzicem więcej niż jednego dziecka, pewnie zrozumie ciężar tych słów. Kto jest rodzicem bliźniaków w wieku przynajmniej pozwalającym na przemieszczanie się we w miarę przez siebie ustalonym kierunku, też pewnie zrozumie. Kto dopiero oczekuje pojawienia się bliźniąt lub drugiego dziecka, na pewno się nad tym zastanawia. Co zrobić, kiedy dzieciaki zaczną się bić?

Moje dzieci się biją

Niby przypadkiem, niby niechcący.

Pierwsze niemowlęce szturchnięcia budziły raczej nasze rozczulenie. Kiedy jedno szybciej nauczyło się pełzać i używało pleców drugiego jako niezwykle wyrafinowanego toru przeszkód, pękaliśmy ze śmiechu. Jak były trochę starsze, stabilnie siedziały i potrafiły sprawnie się przemieszczać, zaczęły pojawiać się próby odbierania sobie zabawek. Próby te najczęściej kończyły się sukcesem. Nie wiedzieć czemu, ale na tym etapie refleks ofiary kradzieży działał mniej więcej jak Internet Explorer. Twix podbijał do drugiego, chwytał za upatrzony przedmiot, sprawnym, niczym niepowstrzymywanym ruchem wyjmował zdobycz i oddalał się w bezpieczne miejsce. Zorientowanie w temacie straty występowało w ofierze mniej więcej nigdy. Taki etap trwał bardzo długo. Jedno zabierało, drugie co najwyżej okazywało delikatne zdziwienie i zabawa trwała dalej. Robili się tak w konia codziennie i po równo, więc było to jedynie podejrzanie niegroźne i śmieszne.

W końcu nastały czasy dużo większej świadomości tego co reprezentuje otaczająca rzeczywistość.

Twixy nadal zaskakująco dobrze radzą sobie w równoległej zabawie. Mają swoje ulubione puzzle i nie jest to ten sam zestaw. Kiedy jedno wybiera sobie książkę, drugie najczęściej chwyta za inną. Tu akurat może pomóc fakt, że książeczek dla dzieci mamy chyba więcej niż pół województwa mazowieckiego razem wziętego, uwzględniając lokalne biblioteki publiczne. Tak już mam niestety, że książek nigdy za wiele. Adoptuję każdą niechcianą literaturę po starszych Twixowych kolegach czy koleżankach, a na widok koszy promocyjnych w Biedrze czy innym Teskaczu jaram się jak… no dobra. Nie ważne jak się jaram. W każdym razie bardzo. Powracając do tematu, Twixy względnie nieźle dzielą się dobytkiem, skłamałabym jednak mówiąc, że są zawsze idealnie pokojowo nastawione.

Przemoc

Kto nigdy nie tłukł się z rodzeństwem niech pierwszy rzuci tym kamieniem śmierdzącym ściemą. Helooł. Każdy się kiedyś tłukł. Mniej lub bardziej. Twixy też się czasem tłuką. Jest szarpanie za włosy, za ubranie, popychanie, wyrywanie. Zdarzyło się gryzienie. Na szczęście niezbyt dotkliwe.

Przeglądając rozmaite fora ciągle trafiam na ten temat. „Czy wasze dzieci się biją?” „Moje bliźniaki ciągle się tłuką! Co robić?!”

No właśnie.

Co robić?

Jeżeli trafiłaś/łeś tu z nadzieją na poznanie skutecznego sposobu walki z agresją wśród rodzeństwa to zapewne nie spodoba Ci się moja odpowiedź. Po pierwsze nie znam uniwersalnej metody zwalczania tego problemu. Po drugie podobno do pierwszej krwi nie trzeba interweniować. Tak bardziej serio myślę, że zawsze trzeba podejmować próby opanowania sytuacji. Kiedy widzę, że akcja robi się coraz bardziej na poważnie, wtedy wkraczam. Rozdzielam towarzystwo, tłumaczę co zaszło, mówię o uczuciach. Że boli, że zobacz, że płacze, że nieprzyjemne, że nikt nie lubi jak ktoś go ciągnie za włosy, że wypadałoby może jednak przeprosić. Czy to działa? Póki co chyba nie, ale kiedyś zadziała.

Jest takie zdanie, które każdy rodzic wypowie w swoim życiu przynajmniej milion razy.

Brzmi ono mniej więcej w stylu „ Ile razy mam powtarzać, że… (wstaw dowolny zakaz lub nakaz)” No ile razy? Kiedyś usłyszałam na jakimś mądrym wykładzie w szkole kształcącej specjalistów od młodocianych umysłów czyt. studia pedagogiczne, że te małe głowy naprawdę nie robią tego specjalnie. To nie jest tak, że ja mówię „Nie bij siostry, bo ją to boli”, a młody po minucie idzie zadać kolejny strzał, bo ma w czterech literach to co do niego powiedziałam i siostrę. Te małe umysły jeszcze serio nie „zapamiętują” takich informacji, więc niektóre rzeczywiście będziecie musieli powtórzyć milion razy. Nie martwcie się zbytnio. Dziecko dojrzewa, rozwija się, uczy się ciągle to nowych rzeczy. Nauczy się też i tego, żeby nie trzaskać bliźniego plastikowym traktorem po czaszce. Z takim przeświadczeniem jakoś łatwiej mi się funkcjonuje.

Jedyny ratunek.

Coś co ma niesamowitą moc, potrafi przenosić rodzicielskie góry i zwalcza całe zło parentingowego świata. Święty Graal, złote runo i cheat meal w okresie diety w jednym. Cudotwórczy lek na wszystko. Niestety tak samo upierdliwy jak i wspaniały środek na Twoje problemy. Zawiera się on w dwóch magicznych słowach: cierpliwość i konsekwencja. Bum. Przykro mi jeśli liczyłaś/łeś na jakąś super blogerską cyrkową sztuczkę. To Ty znasz swoje dzieci najlepiej. Ty najlepiej wiesz co jest dla nich dobre. Zaufaj sobie. Obserwuj. Kiedy następuje atak? Może to kwestia wspólnej ulubionej zabawki, a może nudy? Może potrzeba zwrócenia uwagi, a może zmęczenie? Może brak umiejętności zakomunikowania potrzeby lub trudność w porozumienie się? Słyszałam mnóstwo razy o tajemnym języku bliźniąt, ale może jak jedno podchodzi do drugiego i mówi coś w stylu „Ble yyy aaaa uu ule ule ule” to poziom porozumienia przypomina bardziej Twój dialog z poranną wagą, która znowu pokazała za dużo. Wiesz ile może być motywów takich ataków? Ja nie wiem, ale na pewno dużo. Wsadziłabym je jednak wszystkie do worka o nazwie „taki etap”, a etapy mają to do siebie, że mijają. Ten też w końcu minie. Obiecuję.

Mam na to dwa dowody.

Pierwszym jest fakt, że nie zdarzyło mi się w ciągu ostatnich kilkunastu lat rzucić w mojego brata patykiem i zwalać winę na kolegę z klatki obok. Nie przyrżnęłam mu też szpadlem w czoło podczas kopania bazy w lesie (ej, serio coś takiego zrobiłam?? To na bank było nie chcący!). Mam natomiast na co dzień wspaniałego przyjaciela, obrońcę, partnera „do biegania i do chlania”, a Twixy najcudowniejszego Wuja jakiego mogły sobie wyobrazić. Taka jest prawda. Czasów naszej obopólnej mniejszej sympatii w zasadzie nie pamiętam. Wiem jednak jak ogromna w tym zasługa Mateńki naszej co kładła do głowy, że rodzeństwo powinno się wspierać i takie tam. Tłumaczyła, opowiadała, „milion razy” powtarzała, aż w końcu załapaliśmy.

Na koniec mojego pseudoporadniczego wywodu przedstawię dowód numer dwa.

Drugi dowód potwierdzający teorię, że Twoje dzieci nie będą się szamotały w nieskończoność spotkałam już wiele razy. Tak po prostu na ulicy. Przykład sprzed kilku dni. Jedziemy z Twixami metrem. Zaczepia nas pani. Na oko 60 +. Uśmiecha się do nas i widzę, że chce coś powiedzieć. Zanim zdąży otworzyć usta oczy ma już czerwone. Widać, że walczy z napływającym łzami. Kilka standardowych zdań typu „Jaka piękna parka”, „Ile mają?”, a zaraz potem „Pewnie się biją?”. Na dźwięk tego pytania podświadomie robię w myślach salto oczami, ale odpowiadam spokojnie „Trochę tak, wiadomo”. Wtedy słyszę, ale już nie widzę, bo sama oczy mam wypełnione nadchodzącą Niagarą. „ Niech Pani się nie martwi. My się z siostrą strasznie tłukłyśmy w dzieciństwie. Oj jak my się lałyśmy to głowa mała, ale wie Pani co? Potem przez całe życie strasznie się kochałyśmy. Wszystko byśmy dla siebie zrobiły. Miałam siostrę bliźniaczkę. Mówię miałam, bo wie Pani, moja siostra już nie żyje. Strasznie za nią tęsknię.” Więcej nie dała rady powiedzieć.

I tak to tylko tu zostawię.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała. Nie krępuj się. Możesz też udostępnić oraz skomentować.

Inline
Inline