Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Pierwsze „Nie porównuj” czyli 10 przykazań Matki

Często łapię się na tym, że ich nie przestrzegam. Orientuję się zazwyczaj wtedy, kiedy pojawia się jakiś kryzys. Może byłoby łatwiej, gdybym zawsze o nich pamiętała, a może zwyczajnie nie da się ich przestrzegać.

10 PRZYKAZAŃ MATKI

1.Nie porównuj swojego dziecka do cudzego dziecka

Każdy człowiek jest inny. Każde dziecko jest inne. Każde rozwija się w swoim tempie. To trudne, a nawet bardzo. Matki to uwielbiają, prawda? A czy Twój już chodzi? A ile ma zębów? A mój już sam je. A mój już bez pieluchy. A mój zna tabliczkę mnożenia, mimo że nie umie mówić. No jak to „Jak to?” Na palcach pokazuje. Lubimy się chwalić własnymi dziećmi i ich osiągnięciami. Do tego ciężko jest uniknąć pytań z gatunku „A czy Twoje dziecko już…?” ze strony rodziny, sąsiadów czy zupełnie przypadkowych osób zaczepiających nas na spacerze. Oprócz tego zwyczajnie martwimy się o to, czy nasze dziecko prawidłowo się rozwija i czy „nie odstaje” od rówieśników. Nie odstaje.

 

2. Nie porównuj swojego dziecka do drugiego, trzeciego, piątego swojego dziecka

To jest chyba jeszcze trudniejsze. Mam w domu dwójkę urodzonych w tym samym dniu, w odstępie minuty. Ja wiem, że każdy jest inny (patrz punkt 1), ja wiem, że jedno chłop, a drugie baba, co już powinno dać wiele do myślenia 😉 . Ja wiem, że to, że jedno zaczęło stawać na nogi w wieku 6 miesięcy, a drugie leniwie uniosło tyłek po raz pierwszy jakoś koło 8 miesiąca, to zupełnie normalne. Ale weź tu nie porównuj. A przy starszym rodzeństwie? Czy to normalne, że ono jeszcze nie przesypia nocy? Nie mówi? Nie raczkuje? Przecież jego starszy brat/siostra w tym wieku już dawno był bez pieluchy itd. Tak. To normalne.

3. Nie porównuj siebie do innych Matek

Wydaje Ci się, że inne Matki lepiej dają radę? Że są super zorganizowane, zawsze umalowane, pachnące, zadbane, mają czyste domy, mnóstwo energii i świetnie łączą pracę zawodową z wychowaniem dzieci, podsycaniem domowego ogniska i realizowaniem własnych pasji? A może jest zupełnie odwrotnie. Może wydaje Ci się, że jesteś taka świetna, a dookoła marudy, nieudacznice, lenie patentowane, które pod byle pretekstem popadają w skrajne nieogarnięcie, od czasu do czasu rzucając głupią według Ciebie wymówkę, że przecież mają małe dziecko, więc to normalne, że nie dają sobie z niczym rady. Nie wiem i nigdy się nie dowiem, jak jest u nich naprawdę. Nie interesuje mnie to też za bardzo, powiem szczerze. Mogę się tylko nie potrzebnie dołować, że inni mają rzekomo lepiej i po co? A budowania poczucia własnej wartości na podstawie czyjegoś nieogarnięcia też mi nie potrzeba. Zdecydowanie wolę skupić się na sobie i swoich celach w życiu.

 

4. Nie porównuj swoich metod do cudzych metod

Oczywiście ja wiem najlepiej. Oczywiście ja jestem najmądrzejsza. Oczywiście ja najwspanialej zajmuję się własnym dzieckiem i wiem najdoskonalej, co najkorzystniejsze dla jego rozwoju. Trzeba jakoś przełknąć, że inna Matka, znajoma czy choćby „spotkana” przypadkiem w Internecie, robi coś innego na pozór może nawet bardzo głupiego. Niech sobie robi. Nic mi do tego. Nie mnie oceniać, a tym bardziej pouczać. I odwrotnie. Nie ma sensu z zazdrością podziwiać, jak wspaniale sprawdzają się książkowe metody wychowania w przypadku cudzych dzieci. Nie ma sensu popadać w dół bycia tą najgorszą, która tak nie umie, która tak świetnie sobie nie radzi. Nigdy na 100% nie wiemy, jak na prawdę jest za zamkniętymi drzwiami i po raz kolejny powtarzając już, każdy jest inny. To dotyczy i Matek i dzieci.

 

5. Nie porównuj siebie do Ojca

Ja przecież zasuwam cały dzień przy garach, dzieciach, mopie, odkurzaczu, kociej kuwecie, zakupach, praniu i całym domowym wszechświecie. Ojciec wychodzi do fabryki na 8 godzin i ma w dupie. Siedzi sobie tam popijając kawę, rozmawiając z ludźmi, coś tam poklika na komputerze i w ogóle go nie obchodzi nasz codzienny trud. Co on może wiedzieć o prawdziwym zmęczeniu czy odpowiedzialności. Tak. Zdarzyło mi się. Przyznaję się bez bicia. W chwilach kryzysu obwinianie o brak nieustannego zainteresowania moim dramatem i znojem. Przecież ja tu walczę o życie! A On sobie tam gdzieś śmie w pracy myśleć o pracy, a nie o nas. No i niech myśli. I niech pracuje. I niech ma swój trud przytachania do domu zwierzyny i narąbania drew na opał. Nie zmienia to faktu, że po powrocie z roboty może mnie trochę odciążyć i przejąć młodzież chociaż na chwilę. Ja też mogę go odciążyć i pozwolić mu łaskawie 😉 na wylegiwanie się na kanapie z pilotem w ręku. Symbioza i współpraca. To ma najwięcej sensu. A każdy ma swój „ciężar” i robotę do wykonania.

6. Nie porównuj siebie jako Matki do siebie jako jeszcze nie Matki

No bo po co. Tak. Kiedyś nie było dzieci. Nie trzeba się było nagimnastykować logistycznie, żeby samemu wybyć z domu na kilka godzin. Można było się beztrosko sponiewierać przy weekendzie. Można było wiele rzeczy, a teraz nie zawsze można, a czasem by się chciało. No właśnie. Nie zawsze, nie znaczy nigdy. Jeżeli czegoś mi potrzeba, wolnego wieczoru, wyjścia z koleżanką, randki ze Starym czy godzinnego leżenia w wannie, myślę, że znajdę na to jakiś sposób. W niczym nie pomoże umartwianie się, jakie to życie jest teraz skomplikowane, bo dzieci znowu chore, portfel nie tak pełny, jakby się tego chciało, czwarta noc z rzędu zarwana, a kiedyś to by można tak, jak bezdzietny sąsiad. Trzeci raz w tym roku last minute złapać i nara całemu złu tego świata. Dzieci są super. Super wymagające, ale i też tak po prostu super. W głowie też się przecież trochę przestawia i nie trzeba się tego bać, ani z tym przesadnie walczyć. A dupa i bez ciąży w końcu i tak prawdopodobnie by mi urosła.

 

7. Nie porównuj siebie do bezdzietnych znajomych

Nie zrozumieją, bo nie mają dzieci. Poczują dopiero, jak będą mieli dzieci. Mają inne priorytety, bo nie mają dzieci. Pewnie tak. Ja też kiedyś nie miałam dzieci. Też byłam trochę inna, niż jestem teraz. Jakby mi ktoś wtedy powiedział, że czegoś nie kumam, bo nie jestem Matką, to bym zagryzła lub przynajmniej plunęła niewidzialnym co-Ty-możesz-wiedzieć jadem. No jasne, że nie we wszystkim nadajemy na tych samych falach, ale czy to źle?

 

8. Nie porównuj swojego macierzyństwa do tego, które sobie wymyśliłaś

Bo kiedy jeszcze człowiek mały w brzuchu przebywa i zajmuje się głównie połykaniem tego w czym pływa, czkawką i wbijaniem kończyn we wnętrzności karmicielki, przyszła Matka snuje plany. Wyobraża sobie, jak to całe szumnie zwane macierzyństwo będzie przebiegało. Jak będzie wychowywać, jak się będzie opiekować, jak karmić, jak usypiać, jak nie rozpieszczać lub wręcz przeciwnie. Nowa osoba zjawia się na świecie i nagle cały misterny plan w… najmniejszym stopniu nie przypomina rzeczywistości. I trudno, świetnie. Wielu rzeczy nie można przewidzieć. Nie ma co się samobiczować przesadnie. Na pewno pojawią się tacy, którzy chętnie w tym pomogą. Nikt nie jest tak wspaniałym i skutecznym emocjonalnym terrorystą, jak zadręczająca się bez sensu Matka. Więcej łagodności w samoocenie przyda się na pewno.

 

9. Nie porównuj swojego dziecka do swojego dziecka z przeszłości

Kiedyś jadło wszystko bez problemu, nie rzucało się na podłogę, kiedy czegoś mu odmawiałam, nie budziło się o 6 rano, nie pluło mi zupą prosto w twarz. Co z nim nie tak? Co ja robię źle? Istnieje gigantyczne prawdopodobieństwo, że wszystko jest w normie. Taki etap. Jeden z wielu z resztą. Może da się coś z tym zrobić, może można przeczekać ciesząc się, że jeszcze nie wraca nad ranem do domu ściemniając coś o rozładowanym telefonie. Człowiek taki, od momentu zasiedlenia wnętrzności rodzicielki w postaci kulki mikrej wielkości, nieustannie się rozwija i tym samym zmienia. Nie zawsze to łatwe w strawieniu, ale prawidłowe i cieszyć powinno mimo wszystko.

 

10. Nie porównuj siebie do swojej własnej Matki

Nie obiecuj sobie, że będziesz zupełnie inna niż Ona, że to czy tamto będziesz robić kompletnie inaczej.  Któregoś dnia, patrząc głęboko w oczy Twojego dziecka, usłyszysz ją w swoim głosie i stwierdzisz, że to może jednak nie takie głupie i pozbawione sensu.

 

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała. Nie krępuj się. Możesz też udostępnić oraz skomentować.

Inline
Inline