Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Półmaraton Warszawski – bieg, którego nie umiem nie schrzanić

Warszawska połówka pojawiła się na mojej liście startów już po raz trzeci. Nie powinno to nikogo dziwić, skoro Warszawa to moje rodzinne miasto. Ja jednakowoż nieustannie zachodzę w głowę czemu za każdym razem robię sobie tym biegiem ku-ku, zamiast cieszyć się świętem sportu wraz z kibicami i rozradowanymi przypadkowymi kierowcami i przechodniami, którym znowu ktoś zablokował miasto, bo ciągle tylko te maratony, jakby już po lesie nie można było biegać. Tym razem nie było inaczej.

Dzień przed

Przynajmniej raz względnie zastosowałam się do zasady, że na dzień przed startem nie męczymy nóg zbędnym łażeniem. Mieliśmy do pokonania trasę Gdynia-Warszawa zahaczając na koniec o odbiór pakietów startowych na Stadionie Narodowym. Nie dziwne więc, że udało mi się przesiedzieć przynajmniej kilka godzin na tyłku zamiast robić milion rzeczy, jak to mam w zwyczaju. Brawo ja. Wieczorem natomiast wystarczyło jedynie pamiętać o tym, żeby położyć się spać odpowiednio wcześniej, uwzględniając zmianę czasu. Nie zaskakując się w temacie ani trochę, światło zgasiłam około godziny 2 w nocy, czyli po nowemu 3. Budzik ustawiony na 7 rano. Brawo ja razy dwa! Aż 4 godziny snu! Tyle wygrać. #nigdysięnienauczę

Przed startem

Do ostatniej chwili wahałam się co powinnam na siebie włożyć. Niby miało być pochmurnie. Niby prognozy na 2-3’C, ale jednak rano przywitało mnie słońcem. Dobra. Miało być na krótko. Lecę na krótko.  Jeżeli czytaliście moją relację z zeszłotygodniowej połówki w Gdyni (kto nie czytał zapraszam TUTAJ) to już wiecie, jaki jest mój stosunek do ludzi narzekających na zimno w strefie startowej. Nie powinno więc nikogo zaskoczyć, że… kompletnie nie ogarnęłam niczego co mogłabym zabrać ze sobą przed startem w związku z czym od wystrzału startera, aż do momentu przekroczenia linii startu co w przypadku mojej strefy trwało 24 minuty, psioczyłam pod nosem, że jest mi zimno. Brawo Ja po raz trzeci.

Na trasie

Już we wstępie wspomniałam, że warszawską połówką zawsze robię sobie krzywdę. Trzeci start w tym biegu i znowu dokładnie ten sam popełniony błąd. Debiut w warszawskiej połówce, był jednocześnie moim debiutem na dystansie półmaratonu. Jakiekolwiek błędy podczas tego startu w sumie nie powinny mnie dziwić. Kolejna warszawska połówka to start tuż po zeszłorocznej życiówce w Gdyni. I docieramy do roku 2017. Znów start tuż po połówce w Gdyni. Znów ten sam pomysł. Zero wniosków z przeszłości. A może by tak pobiec szybciej, niż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że mogę? Nie wiem ile razy jeszcze będę musiała sobie to tłumaczyć, ale finalnie mój start w Warszawie zawsze kończy się złym rozłożeniem sił. Bo przecież tydzień temu poszło tak świetnie, to teraz może być jeszcze lepiej! Nie wiem naprawdę skąd ten pomysł. Bo przecież Warszawa jest dużo bardziej płaska niż Gdynia to można szybciej! No ale może nie o 10 min w przeciągu tygodnia? Itp. Itd. Nie ma co się rozpisywać. Durna jestem i tyle. Nie mniej bieg ten nadal lubię i nadal prawdopodobnie będę w tej imprezie brać udział. Może się kiedyś nauczę.

Plusy

Mocnych stron tego biegu jest wiele.

Trasa – przebiegająca przez dwie strony Wisły. Dwa razy więc mamy do czynienia z pięknymi widokami na moście (jednym i drugim).

Organizacja – punkty odżywcze, oprawa trasy, zorganizowane punkty kibicowania, expo, czy całe miasteczko biegowe. Klimat jest niesamowity. Do tego tradycyjny „Sen o Warszawie” puszczany tuż przed startem elity. Ciary mam za każdym razem.

Stroje – to jest bieg podczas którego chyba najwięcej osób startuje w przebraniach. Mam na myśli oczywiście biegi, w których brałam udział. Leciałam więc z diablicą, rycerzem w prawdziwej zbroi, pokemonami, panią wiosną, kelnerem, krową i sama nie wiem czym jeszcze. To na pewno dodatkowo robi wspaniałą wiosenną atmosferę.

Biegam dobrze – możliwość wzięcia udziału w akcji charytatywnej, czyli nie tylko biegnę dla siebie, ale robię też coś dobrego dla innych. Brałam udział w akcji już trzy razy i nie zamierzam odpuszczać. Szykujcie oszczędności na zbiórkę przed wrześniowym Maratonem Warszawskim!

Spartanie dzieciom – grupa biegaczy w stroju spartan biegnąca w zwartym szyku robi zawsze olbrzymie wrażenie. Nie wiem ilu było ich tym razem, ale mam wrażenie, że kolumna ciągnęła się na kilometr. Szacun.

Punkt kibicowania organizatorów półmaratonu w Białymstoku – dajcie namiary na dilera. Energią moglibyście obdzielić wszystkie pozostałe strefy kibica, ale tego disco polo to Wam nie daruję. <3

Minusy

Gdyż jak mawia klasyk: „Pamiętajcie aby te plusy nie przysłoniły Wam minusów” . Ja zdecydowanie nie z tych narzekających, ale nie może być tak wszystko na różowo. Coś czego się spodziewałam i nie zaskoczyłam się. Po dopingu, którego doświadczyłam w Gdyni większość warszawskich stref kibica wyglądała po prostu blado. Am sorry. Oczywiście każdy Pan z gitarą, czy grupka z plakatem robi robotę. Każda jedna osoba dopingująca na trasie jest zawsze bardzo, ale to bardzo na plus, ale niestety. To czego nie odczułam w Gdyni, w Warszawie było już widoczne. Mam na myśli obecność przypadkowych, wkurwionych „kolejnym” blokowaniem miasta osób, najlepiej jeszcze ze szlugiem stojących przy samej trasie. Przykro mi, ale mimo wszystko jednak nie pójdziemy z taką imprezą biegać do lasu. Kolejnym słabym mikro punktem był odcinek trasy przebiegający przez Łazienki Królewskie. Coś tu poszło odrobinę nie tak. Trasa na tym etapie względem zeszłych lat została zmieniona na niekorzyść niestety. Większa część była zdecydowanie za wąska na taką grupę biegaczy i miejscami nieźle się korkowało. No i jeszcze drobiazg na koniec, żeby się tak już na siłę przyczepić. Wodopój na 19 kilometrze? Na podbiegu? Serio?

Podsumowując

Start w Półmaratonie Warszawskim jest dla mnie absolutną oczywistością. Kocham Warszawę i kocham ten bieg. Choć przyznaję, nie jest to miłość łatwa i bezproblemowa. Nie mniej wrócę zapewne za rok i może w końcu przebiegnę ten dystans tak jak trzeba i bez kombinowania.

A Ciebie drogi biegaczu serdecznie zapraszam do mojego kochanego miasta. Po piękne widoki, po fajną imprezę, po nową życiówkę i po piątkę na starcie lub mecie, jeśli uda nam się spotkać.

2/5 Korony Polskich Półmaratonów w mojej kieszeni. Kolejny punkt na liście Białystok 14.05. Będziesz?

Last but not least czyli na koniec, ale z dużym podkreśleniem.

Bardzo, bardzo, ale to bardzo dziękuję każdej osobie, która poświęciła czas i własne finanse na wsparcie zbiórki pieniędzy dla Fundacji Wcześniak. Każda złotówka jest ważna. Każdy grosz się liczy. Fundacja robi kawał dobrej roboty i potrzebuje naszego wsparcia! Buziak wielki za to wsparcie.

Peace, love and krówki i biegajcie ludzie!

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ.

Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Nie krępuj się. Możesz też udostępnić.

Komentuj. Koniecznie daj znać, co o tym wszystkim myślisz.

Inline
Inline