Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Pornopocztówka

Czy wyobrażasz sobie stanąć w centrum miasta, wraz z twoim ukochanym dzieckiem, w tle mając gigantyczny bilbord  przedstawiający tylko i wyłącznie nagie narządy płciowe wspomnianego potomka? Do tego jeszcze w garści trzymasz niekończący się plik pocztówek z tym samym obrazkiem, najlepiej jeszcze z naklejonym znaczkiem? Jak to po co znaczek? Wystarczy wtedy tylko zaadresować i można przesłać dalej … Taka tam pornopocztówka. Absurdalne? No co Ty? Rozumiem jednak, że jeśli na bilbordzie i pocztówkach widniałby napis „Hejka kochani! Może wiecie co to za wysypka?” To już byłoby spoko?

Takie właśnie zdjęcie znalazłam na jednej z fejsbukowych grup dla Rodziców. Czym udostępnienie takiego zdjęcia w sieci różni się od zrobienia wystawy w środku miasta? Niczym? Byłoby i tak nie źle, ale różni się i to zasadniczo. Różni się jedną, prostą, podstawową rzeczą… ZASIĘGIEM. Zaczynasz łapać? Coś się zaczęło tlić?

 

Oczywiście to nie Ty… Ty nie zrobił/abyś Takiej głupoty… A co ze zdjęciem gołego bobasa w czapce Mikołaja z widoczną na pierwszy rzut oka płcią zgłoszonym do instagramowego konkursu (o czym pisała Puffa)? A co ze zdjęciami gołych dzieci na plaży, w wannie, na nocniku, na przewijaku lub po prostu słodziachnymi sesjami świeżo wyklutego człowieka z taką słodką „puci puci” pupcią na wierzchu. Kolejny przykład? Pewien blog. Ilustracja do wpisu to kolejny golas z przełożoną tylko przez ramię szarfo-chusto-szmatką. Mam wymieniać dalej?  Może wystaw zdjęcie swojego tyłka? Albo stań z tym tyłkiem na wierzchu w centrum miasta. W inscenizacji podobnej, do tej opisanej na początku.

 

Ale jak to? No wiem, wiem. Ta pupcia taka słodka, a Bozia stworzyła nas nagich. Krzywe myśli i spojrzenia, to wina tych wszystkich zboczonych zwyrodnialców. Przecież to sama natura. Czyste piękno. Albo… Przecież tylko potrzebowałem/łam porady. A może forum czy grupa na której udostępniasz te zdjęcia jest zamknięta? Tajna nawet? A może udostępniasz je tylko dla swoich znajomych, a konto na Instagramie jest prywatne? A może dodałeś/łaś jakiś super fachowy i „niezwykle skuteczny” podpis typu: „Nie kopiuj moich zdjęć bez mojej zgody”. Najlepiej jeszcze po angielsku. Wow. Błagam Cię. Chyba wiesz jak działa Internet?

IMG_4491

Spójrz na temat z trochę innej, może mniej ekstremalnej strony. Paradoksalnie, może to pozwoli otworzyć szerzej oczy. Nawet nie chodzi już tylko o to, że napieprzasz 500 zdjęć dziennie na swojej tablicy, a przeciętny odbiorca kompletnie nie widzi różnicy w pozie dziecka miedzy pierwszym, drugim, a 64 zdjęciem i prawie każdy znajomy Cię dawno zablokował. Już nie chodzi tylko o to, czy jest to dla kogoś irytujące i żenujące, czy nie. Przyznaję, że jako bezdzietna należałam do grupy blokujących dzieciowy spam. Przyznaję też, że teraz trochę mi „przeszło”. Ok, odrobinę bardziej jestem w stanie zrozumieć, że ktoś ma tak straszną potrzebę podzielenia się ogromem swojego szczęścia, że już tak bardzo nie może wytrzymać, że musi, że jeszcze tylko jedno i jeszcze jedno, póki gigabajtów w komóreczce starczy.

 

Weź tylko pod uwagę, że to dziecko kiedyś dorośnie. Lubiłeś/łaś publiczne wyciąganie zdjęć w przeszłości „O tu na kucyku, a tu na plaży, a tu tak strasznie przestraszył się Mikołaja” i tak w kółko i w kółko całej rodzinie przy każdych świętach. Być może w związku z tym, wasze dziecko nie będzie zbytnio zadowolone, że jego nawet najsłodsza najpiękniejsza minka z dzieciństwa, jest dostępna w 150 tys. wersji, pod każdym kątem i w każdym oświetleniu czy warunkach pogodowych i dla wszystkich. Ale tak WSZYSTKICH. Od sąsiadów, pracowników pobliskiego sklepu, przez członków chóru gospel ze Szwecji, na Zuckerbergu kończąc… Bo wiesz jak działa Internet?

 

A wiesz, że te wszystkie osoby, mogą sobie takie zdjęcie gołego bobaska waszego słodkiego wydrukować i powiesić nad kominkiem albo w kiblu albo w sypialni albo gdzie tylko sobie wymyślą? Albo np. strzelić jakiś „uroczy” bilbord w Bangladeszu… Bez twojej wiedzy i zgody? A to przecież i tak wersja „lajt”, tego co może stać się z wizerunkiem waszego dziecka. Znowu więc pytam, wiesz jak działa Internet? …

 

Spoko, nie musi Cię to przerażać. To może być moja prywatna trauma. Z resztą dlatego (między innymi) nie udostępniam zdjęć, na których widać twarze moich dzieci. Kto wie? Może to też mi kiedyś przejdzie. #wątpię Czy to znaczy, że istnieje w tej kwestii „mniejsze zło”? Nie wiem. Istnieje?

 

Nie, nie chodzi mi o to, że masz w ogóle nie wrzucać zdjęć z dziećmi. To twój wybór. Twoja sprawa. Pamiętaj tylko, że jest to też sprawa Twojego dziecka, ale nie jego wybór. Weź to przemyśl. Tylko tyle. Chociaż tyle. I bądź świadoma/my tych swoich wyborów.

„Najgorsze” jest to, że to nie jest super błyskotliwy, odkrywczy wpis. Nie ja ten temat wymyśliłam. Były już teksty pokazujące problem. Były kampanie uświadamiające, takie jak np. TA. I co z tego? Najwyraźniej nadal nie do wszystkich dotarło.

Zastanów się kilka razy zanim lekką ręką wrzucisz sześćsetne zdjęcie, tym bardziej jeśli jest na nim „słodki golas”.

Jeżeli zauważysz niestosowne zdjęcie w sieci zgłoś je. Nie wahaj się. Zarówno Facebook jak i Instagram dają taką możliwość.

Jeżeli znasz kogoś, kto powinien to przeczytać lub uważasz, że temat jest ważny, udostępnij ten wpis. Nie dla mojego fejmu! Tylko dla sprawy, dla świadomości, dla dzieci, które same nie mogą o siebie zawalczyć.

Zrób coś.

Tylko nie rób głupstw.

REAGUJ.

MYŚL.

 

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała. Nie krępuj się. Możesz też udostępnić oraz skomentować.

Inline
Inline