Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Poród online i granica, której nie wolno Ci przekroczyć

Jak znam blogerskie życie, świat i siebie to zaraz pół kuli ziemskiej się obrazi. No dobra. Nie mam aż takich zasięgów. Jeszcze. Foch prawdopodobnie dlatego, że to trudny temat i, choć nie cierpię tego słowa, kontrowersyjny. Bynajmniej nie ze względu na moje poglądy, co nie? Mimo to podejmuję wyzwanie. Spróbuję względnie jasno i zgrabnie przedstawić granicę intymności, której nie wolno nikomu przekroczyć.

Co jakiś czas trafiam na różnego rodzaju filmy, czy galerie zdjęć udostępniane w Internecie przedstawiające akt wyklucia się małego człowieka. Poród. Jaki jest, wie każda, która rodziła. Czy jest jednak potrzebne, żeby ten szczególny moment w Waszym życiu pokazywać całemu światu? Porodowy Big Brother to pogoń za lajkami, bezwstydność, czy  może coś zupełnie innego?

Do napisania tego tekstu natchnęła mnie między innymi garstka zdjęć ukazujących naturalny, domowy poród bliźniąt.

Trafiłam na nie oczywiście na fejsbuniu. Nie ukrywam, że wzbudziły we mnie bardzo skrajne emocje. Zacznę od tego, że pokazywanie wszystkim tak intymnego momentu w życiu kobiety, pary, czy też dziecka samego w sobie kompletnie przerasta moje zapotrzebowanie na dzielenie się ze światem. Czy to kogokolwiek dziwi? Nie powinno. Przecież nawet twarzy Twixów Wam nie pokazuję na co dzień. Tak już mam. Pisałam o tym TUTAJ i póki co nic się nie zmieniło. Nie czuję w sobie potrzeby, żeby aż tak mocno odkrywać siebie i swoją prywatność przed wszechświatem. Po prostu. Tu nie ma jakiejś specjalnej ideologii. Nie próbuję też nikogo do niczego przekonywać. Tak mam ja. Ty nie musisz.

Pamiętam jak po udostępnieniu tekstu PORNOPOCZTÓWKA ktoś zarzucił mi, że nie wrzucam zdjęć twarzy swoich dzieci na Instagram, a sama lajkuję i komentuję konta osób, które to robią. A co ma piernik do wiatraka? Mówię o granicach intymności, ale są to tylko i wyłącznie moje granice. Czy jest coś takiego jak ogólnoświatowa bariera tego co wypada, a czego nie wypada pokazywać w Internecie? Stety/niestety ląduje tam wszystko. Tylko od Ciebie zależy natomiast, co dorzucisz od siebie. I tego się trzymajmy.

Nie krytykuję nikogo, kto pokazuje wizerunek swoich dzieci.

Poza tym, że ekstremalnie nadmierny spam może być odrobinę męczący, ale hej! Wystarczy po prostu nie obserwować takiej osoby lub w hardkorowych przypadkach zablokować i voila! Genialne. Wiem. Sprzeciwiam się jedynie otwarcie pokazywaniu dziecięcej nagości, ale to zupełnie inny temat.

Nie zamierzam szkalować nikogo za to, że pokazał swój poród w transmisji na żywo na Fejsbuku.

Tak, tak. Takie coś też już widziałam. Mało tego. Zupełnie nie interesuje mnie powód, dla którego ten ktoś to zrobił. Może ma parcie na lajki. Instagram przecież pełen jest takich kont. Może komuś przyświecała jakaś wyższa idea. Może chciał edukować, oswajać, dokumentować. Może po prostu podzielić się szczęściem z całym światem. Czy jest coś złego w powyższych motywach? Ja osobiście nic złego nie widzę. To, że sama nie zrobiłabym czegoś podobnego nie świadczy o tym, że to jest złe. Ludzie zrozummy to wreszcie! Jeśli ktoś jest inny, ma inne zdanie, nie znaczy, że jest gorszy, czy że robi źle.

 

Jedyna uniwersalna granica, której nie wolno Ci przekroczyć.

Bariera, której powinniśmy pilnować i bronić jak niepodległości to moment, w którym komuś może stać się krzywda. Czy wyrządzam coś złego udostępniając takie, a nie inne treści? Czy ktoś może na tym ucierpieć? To powinno nas zastanowić. Na takie treści powinniśmy też reagować.

Jedyna indywidualna granica, której nie wolno Ci przekroczyć.

Bariera, której nigdy nie przekraczaj to bariera własnego sumienia. Nie rób nic wbrew sobie. Nie pokazuj więcej, niż chciał(a)byś pokazać w Internecie zwłaszcza, jeżeli chodzi o Twoje dzieci. One nie potrafią się bronić. Pięć minut „sławy”, kilka lajków więcej na Insta, nie jest warte tego, żebyś za kilka lat pluł/a sobie w brodę, że najbardziej intymne momenty Twojego życia mógł zobaczyć sąsiad, pani z poczty, ciotka z Ameryki i setki tysięcy przypadkowych osób do których trafił link. Jeżeli nie masz z tym problemu to ja też go nie widzę i nikt inny nie powinien zobaczyć. To tylko i wyłącznie Twoja sprawa. Tylko pomyśl, czy robisz to w zgodzie z tym co masz w serduchu.

To były piękne zdjęcia, więc warto było je pokazać.

To często spotykany argument w dyskusjach dotyczących udostępniania najbardziej intymnych elementów czyjejś prywatności. Dla mnie to nie jest najważniejsze. Zdjęcia, czy filmy nie muszą być piękne. Fakt, widziałam wiele cudownych kadrów przedstawiających narodziny, czy inne ważne momenty w życiu młodych rodziców i ich świeżo wyklutych potomków. Owszem na takie obrazy przyjemnie się patrzy. Równie wartościowe są jednak takie, które przedstawiają życie z odrobinę bardziej surowej strony. Nie jest tak, że przyzwolenie na udostępnienie mają jedynie wygładzone śliczne obrazki. W czasie ciąży nałogowo oglądałam serial PORODY i nikt tam nie wyglądał specjalnie holiłudzko. Forma dokumentalna trafia do mnie czasami dużo bardziej niż śliczne, przesłodzone blogerskie 😉 wypociny.

Podsumowując. Wolnoć Tomku w swoim domku! Poród online? Moja intymność chyba nigdy mi na to nie pozwoli. Jeśli Ty masz na to ochotę, proszę bardzo. Tylko nie krzywdź siebie, ani nikogo innego i bądź świadom swoich wyborów.

Tylko tyle i aż tyle.

Nie podobają Ci się tak otwarte obrazy w Internecie? Po prostu przewiń dalej.

Tylko tyle i aż tyle.

Szanuj siebie i szanuj innych.

Tylko tyle i aż tyle.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała. Nie krępuj się. Możesz też udostępnić oraz skomentować.

Inline
Inline