Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Prezent idealny dla dziecka w każdym wieku

Niesiona na fali okołourodzinowych celebracji postanowiłam zebrać do względnie zgrabnej kupy kilka moich obserwacji i wniosków dotyczących obdarowywania podarkami nieletnich w wieku dowolnym. Ktoś właśnie zaprosił Cię na kinderbal. Super! Tort i ciastka są ekstra. Potem jednak przychodzi refleksja, że coś trzeba by osobnikowi na tę okazję ofiarować. Tu pojawia się problem. Spieszę więc z podpowiedzą co na pewno tak, a co na pewno nie powinno znaleźć się na Twojej liście prezentowych pomysłów.

Chyba każda szanująca się blogerka parentingowa powinna mieć w swoim dorobku kilka zgrabnych wpisów z kategorii „Idealny prezent dla roczniaka/dwulatka/trzylatka(wpisz dowolny wiek dziecka)” W tekście tym pojawić się powinno sporo pięknych, katalogowych wręcz zdjęć i krótki opis wraz z linkiem do miejsca, w którym dane cudo można nabyć. Lista prezentów zależna jest oczywiście od panujących trendów, subiektywnie niby obiektywnej oceny autorki, czy chociażby aktualnej współpracy, którą wspomniana blogerka postanowiła w ostatnim czasie podjąć. I super. I szanuję to. I nie widzę w tym nic złego. Sama nie raz i nie dwa przeglądałam podobne zestawienia w poszukiwaniu weny, czy chociaż cienia inspiracji co by tu można dla maleńkiego Wojtusia czy innej Marzenki kupić, skoro już nas ktoś na te urodzinowe party zaprosił. Mimo licznych propozycji zawsze jedna przychodzi wątpliwość, czy to się na pewno spodoba, czy to potrzebne, czy to fajne w ogóle, a może już to mają?

Idealnie byłoby pewnie gdyby każdy zainteresowany sam jasno określał co mu się marzy lub aby rodzice wraz zaproszeniem wręczali listę rzeczy do wyboru. W ten sposób można by niby zdecydować samemu, a jednak z użyciem koła ratunkowego. Taka trochę kartkówka z możliwością zaglądania do książek. Wszyscy chyba jednak pamiętamy ze szkoły, że takie sytuacje niezbyt często występują w przyrodzie. W naszym, prezentowym przypadku również radziłabym nastawić się na pracę samodzielną.

Jest kilka zasad, którymi kieruję się w doborze prezentów dla dzieci własnych i niewłasnych w wieku, tak naprawdę, dowolnym. Jeżeli nie masz możliwości skonsultowania kwestii prezentów, chcesz zrobić niespodziankę lub to akcja totalnie last minute, bierz i korzystaj na zdrowie.

Na pewno NIE

Gabaryty

Zabawki, sprzęty i inne ustrojstwa zajmujące masę przestrzeni. Ja wiem, że ten dwumetrowy misiek wygląda imponująco, a akurat jest promo, więc zmieści się w budżecie. Może wpadła Ci w oko gigantyczna plastikowa ciężarówka? Pchacz? Zjeżdżalnia? Stolik edukacyjny wielkości średnich rozmiarów wanny? To wszystko na pewno jest wspaniałe. Warto jednak zakup czegoś tak angażującego przestrzeń skonsultować z rodzicami dziecka. Być może jest to szczyt ich marzeń. Kto wie. Warto jednak uprzedzić o chęci dorzucenia do domowego zbioru kolejnego przedmiotu, o który będzie można się potykać codziennie. Chyba, że dziedzic zamieszkuje wraz z rodziną pałac i ma na swoje używanie prywatny hangar –  bawialnię. Wtedy wjechałabym spokojnie w metrowego  słonia sterowanego pilotem.

Migająco-grająco-wibrujące szataństwo

Pamiętam nasz ukochany plastikowy aparat z migającymi diodami, wygrywający cztery różne melodie w tym Michaela Jacksona, disco coś i techniawę rodem z klubów z gwizdkami i białymi rękawiczkami. Kochaliśmy go nad życie! Dzieci też. To nie jest tak, że każda grająca i migająca zabawka jest zła. Istnieje jednak spora szansa, że nie będzie to pierwszy hałasująco-świecący przedmiot w domu. Dlatego nie wybrałabym go w pierwszej kolejności. Jedna, dwie, trzy grające zabawki jeszcze są fajne. Dziesięć, czy piętnaście powoduje już konkretne oznaki choroby psychicznej rodzica. Miej sumienie. Nie kop leżącego. Jeżeli coś wydającego odgłosy przykuje ewidentnie Twoją uwagę, to sprawdź, czy ma regulację głośności. Wiele zabawek niestety tej funkcji nie posiada, a fabryczne ustawienie dźwięków wybudziłoby wszystkich zmarłych z cmentarza oddalonego od Twojego miejsca zamieszkania o 150 km. Co najmniej. Szanujmy uszy dziecka i tego rodzica biednego też.

Pluszaki słodziaki

Ten punkt być może budzi Twoje zaskoczenie. Czemuż, ach czemuż? Co może być złego w tym słodkim pluszowym misiu, w tej owieczce z oczami jak 5zł i tym piesku, szczeniaczku w zasadzie, któremu z oczu aż kipi „Weź mnie! Przygarnij! Będę Cię kochał!” Powód mojej niechęci do kupowania innym pluszowych przytulanek jest taki sam jak mój sprzeciw przeciwko kupowaniu komuś kubka na wigilię firmową. Po pierwsze, to totalne pójście na łatwiznę. To, samo w sobie,  grzechem jeszcze nie jest. W końcu dajesz komuś prezent. Niech się cieszy, że w ogóle coś dostał. Nikt od Ciebie nie będzie wymagał nie wiadomo jakiej ambicji, co nie? Mi też, przyznam się szczerze, nie zawsze chce się wzbijać na wyżyny kreatywności. Nie zawsze też mam na to czas. ALE przeanalizujmy na spokojnie. Pluszak jest czymś co można kupić wszędzie. W kiosku w metrze, w Biedrze, w supermarkecie. Istnieje gigantyczne prawdopodobieństwo, że nie jesteś pierwszą osobą, która wpadła na pomysł, żeby załatwić sprawę maskotką. I teraz wyobraź sobie te sterty miśków przewalających się po domu i co tu z nimi kurde robić? Szansa, że właśnie ten pluszak będzie tym ukochanym i jedynym jest równa wygranej w lotto. Najprawdopodobniej miś trafi w miejsce wiecznego snu do krainy kurzem pylącej. Poza tym w życiu każdego chyba dziecka przychodzi etap spania ze wszystkim, co posiada. Zadbajmy o to, żeby została chociaż odrobina miejsca dla delikwenta pośród tony piesków, kotków, misiów i innych żabek.

Słodycze

To żelazny punkt na mojej liście. W tym przypadku nie sugeruję lecz żądam, BŁAGAM miej litość dla matczynego cellulitu. A już tak ciut bardziej serio. Ewentualny zakup słodyczy zostawmy rodzicom. To nie jest tak, że Twixy nigdy nie tknęły cukru i pochodnych, ale w Święta, z różnych źródeł uzbierało nam się tego tyle, że do tej pory znajduję gdzieś w szafkach czekoladowe mikołaje. Mimo, że weekendowa gastrofaza nie jest mi obca. My unikamy, a są rodzice, którzy w ogóle nie dają dzieciom słodkości. Uszanujmy to i nie podtykajmy małemu Kaziowi pod nos milkiłeja.

Co robić? Jak żyć? Co jest bezpieczne? Fajne? Miłe? Przyjemne? Praktyczne może? Czego się chwycić w chwili totalnego zwątpienia i zerowego planu na podarek?

Jak najbardziej TAK

Książki

Pod tym względem jestem akurat lekką psychopatką. Uważam, że książek nigdy nie będzie za wiele. Ja jestem tą ciocią od dawania książek. Sami z resztą też mamy taką ciocię (Pozdro! <3 ). Moja mania zbierania książek może Ciebie nie przekonać, niech przekona Cię więc książka sama w sobie. Możesz ją wybrać dla dziecka w absolutnie dowolnym wieku. Dla mikro maluchów są książki z czarno-białymi bazgrołami. Dla trochę większych takie, pozwalające poszerzać słownictwo. Dla ciut starszych krótkie wierszyki, poprzez opowiadania typu Franklin, Tupcio Chrupcio, czy Kicia Kocia, na klasykach w stylu Dzieci z Bullerbyn dla tych już samodzielnie czytających, kończąc. Książka ma wartość ponadczasową. Nie wyczerpią się w niej baterie. Pomaga rozwijać mowę czynną, bierną, wyobraźnię i wszystko, co chcesz. Chyba nie muszę się tu doktoryzować w temacie wartości książki. Kupujcie w ciemno. Ile wlezie.

Klocki

Klocki, klocki i jeszcze raz klocki. Jestem też mega fanką klocków. Wszystko co pobudza kreatywność. Wszystko co można składać, łączyć, konstruować. Większe dla maluchów, drobniejsze dla tych starszych. Legopodobne, wafle, stare dobre drewniaki, klasyczne Wadery, czy inne mniej lub bardziej kosmiczne. Z sorterem lub bez. Może kartonowe do budowania wieży. Jeśli mam się o coś potykać, to niech to będą właśnie klocki.

Plastyczno-techniczne

Wszelkie pomoce plastycznopochodne. Coś do ugniatania, malowania, sklejania, wyszywania, łączenia. Coś pozwalającego ćwiczyć nową umiejętność np. chwytania, przeplatania, wyszywania, otwierania, zamykania, dopasowywania. Kredki, farby, wyklejanki, gazetki z łamigłówkami, ciastolina, plastelina, piasek kinetyczny. Bierę wszystko. Zwłaszcza, że często są to produkty zużywające się.

Przy wyborze prezentu myślę zazwyczaj o tym, co dalej się z nim stanie. Czy to przedmiot, w którym wystarczy wcisnąć jeden przycisk i wszystko dzieje się samo? Taki prawdopodobnie znudzi się po dwóch dniach. Czy wymaga może większego zaangażowania? Fajnie gdyby pozwalał dziecku na wielokrotne odkrywanie zabawy nim i więcej niż jedną możliwość użycia, jak np. klocki. Fajnie, gdyby niósł ze sobą jakąś wartość edukacyjną, jak książka, czy gra.

Ja mam jeszcze w sobie taką sadystyczną potrzebę wręczania prezentów angażujących rodzica. Dlatego bardzo lubię wszelkiego rodzaju gry. W dobie laptopów, tabletów i rozmaitych migających, wszystkorobiących gadżetów pozwalających dorosłym na siedzenie obok z nosem w telefonie lubię podarki zachęcające do wspólnego wartościowego spędzania czasu. Ja wiem. Każdy rodzic potrzebuje czasem, żeby dziecię po prostu zajęło się sobą, ale właśnie dlatego gadżetów do samodzielnej zabawy w domu nie zabraknie i bez naszego wkładu.

Jeszcze jedna ważna uwaga na koniec. Dla dziecka poniżej 6 miesiąca życia najlepszym prezentem będzie paczka pieluch, mokrych chusteczek, bodziak albo drzemka i wychodne dla Matki. #potwierdzoneinfo

Ja wiem, że darowanemu koniu nie zagląda się w zęby, ale po pierwsze, jeżeli ma to być kolejny gadżet, który wyląduje na stercie gratów nigdy nieużywanych to szkoda kasy na zakup i miejsca, które jest potrzebne na składowanie tego dobytku.

Po drugie i chyba najistotniejsze, od prezentu ważniejsze powinno być wspólne spędzenie czasu, czy to przy okazji świętowania urodzin, czy zwykłych odwiedzin z kawą i ciachem.  Podarki niech będą sprawą drugorzędną.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała. Nie krępuj się. Możesz też udostępnić oraz skomentować.

Inline
Inline