Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Synchronizacja bliźniąt – błogosławieństwo czy zbędna tresura?

Jeżeli jesteś lub niebawem zostaniesz rodzicem bliźniąt, czy też jeszcze liczniejszej grupy wieloraczków, zapewne znane jest Ci sformułowanie SYNCHRONIZACJA. Często określane jako słowo klucz w funkcjonowaniu multirodzica. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie najnowsze super modne trendy w wychowaniu dzieci, zawierające przesłanie dotyczące konieczności podążania za potrzebami dziecka, indywidualnego traktowania, podmiotowego, a nie przedmiotowego podejścia do młodego człowieka zastanowić Cię może czy takie równanie jedno do drugiego, to w ogóle jest możliwe do przeprowadzenia we w miarę humanitarny sposób?

W czym taka synchronizacja może Ci pomóc i po co jest Ci ona w ogóle potrzebna?

Dziecko do pewnego wieku potrzebuje pomocy we wszystkich czynnościach zapewniających przeżycie i jako takie funkcjonowanie. To sprawa dość oczywista. Karmienie, kąpanie, zasypianie, przebieranie, zabawianie i ogólnie rozumiany rozwój. Na tym, jakże szerokim polu, drogi rodzicu, możesz, a nawet musisz popisywać się coraz to nowszymi umiejętnościami przez ładnych parę lat. Am sorry. Na tym polega rodzicielstwo. To chyba nikogo nie dziwi. Weźmy to wszystko teraz i spróbujmy ułożyć w jakiś względnie sensowny plan dnia. Poszczególne czynności zajmują nam odpowiednią ilość czasu. To wszystko sumujemy i zostaje nam przestrzeń na nasz sen, prysznic, kupę, siku, kawę itp. Podpowiem, że na początku tej przestrzeni rodzic ma niestety niewiele. A teraz spróbujmy czas potrzebny na ogarnięcie młodego człowieka pomnożyć razy dwa. Nasza przestrzeń ewidentnie się kurczy. Śmiem twierdzić, że w pierwszych miesiącach życia Waszego potomstwa możecie nawet wylądować na minusie.

Oczywistą oczywistością jest, że Matka jeść musi. Musi też spać. Chociaż trochę. Musi odhaczyć chociaż minimum z minimum jej potrzeb, żeby w ogóle przetrwać. No dobra. Ojciec też musi. Wiadomo. Nie możemy więc za bardzo pozwolić sobie na wejście na minus. No nie da się. Ni hu hu. Tutaj cała na biało wkracza synchronizacja. Jeżeli uda nam się doprowadzić do chociaż jednej wspólnej drzemki, czy wspólnej pory karmienia zyskujemy chociaż trochę cennego czasu na złapanie oddechu, czy ogarnięcie siebie, domu, obiadu.

synchronizacja bliźniąt

Nie wyobrażam sobie naszego funkcjonowania bez próby synchronizacji Twixów. Obawiam się, że bym oszalała. Nie dziwię się więc, kiedy na rozmaitych forach, czy nawet w naszej TwinMamowej Grupie pojawiają się kolejne pytania o synchronizację, czy ustalenie jakiegokolwiek, względnie wspólnego, planu dnia.

Podczas mojego dwuletniego TwinMatkowania i półtorarocznego siedzenia w internetowym środowisku Matek nie tylko Twin, mam na temat synchronizacji kilka spostrzeżeń.:

1.Jest OK, jeżeli Twoje dzieci nie są zsynchronizowane. Zacznijmy od tego, że synchronizacja nie jest niezbędna do życia, ani Twojego, ani Twoich dzieci. Ona może je jedynie ułatwić, pomóc poukładać ten delikatny chaos, który Was na co dzień ogarnia, począwszy od historycznej daty na świat przyjścia. Jednak to , że słyszeliście o bliźniętach, które od początku jedzą, śpią, a nawet robią kupę w tych samych porach, to nie znaczy, że Wasze też muszą lub, że jest coś złego w tym, że mimo upływu kolejnych miesięcy nadal nie udaje Wam się pełnego zgrania ogarnąć. Każde dziecko jest inne, każdy człowiek jest inny. Brak synchronizacji nie jest Waszą klęską. To nie znaczy, że robicie coś źle lub jesteście złymi rodzicami. Może maluchy nie są na to jeszcze gotowe. Być może taka sytuacja jest dla Was trudna i nieustannie próbujecie pracować nad zmianą stanu rzeczy. Spokojnie. Wszystko przyjdzie z czasem, ale przede wszystkim, nie wincie się za niepowodzenia.

2.Synchronizacja to nie tresura. Mimo, że nie jestem ześwirowana na punkcie żadnej trendy teorii dotyczącej wychowania dzieci, to rzeczywiście uważam, że należy porządnie słuchać i odpowiadać na potrzeby dziecka. Możemy próbować kierować jego rozwojem. Pokazywać zasady panujące w świecie, uczyć pór dnia i nocy, ustalać rytuały i metody zasypiania, jedzenia itd. Bardzo ważna sprawą jest jednak to, że nic na siłę. Nie można agresywnie forsować tego, że noc jest i jednak spać by trzeba, więc nara, że chcesz wstać. MUSISZ się nauczyć spania. Teraz. Nie można na siłę wmuszać obiadu, bo właśnie pora karmienia, a brat już zjadł, więc i Ty musisz mimo, że osobnik ten odmawia ewidentnie spożywania. Fajnie, jeśli wszyscy złapiemy wspólny wiatr w żagle, ale nie wymuszajmy niczego. Każdy człowiek nawet ten mikry jest w końcu odrębną jednostką i potrzebuje szacunku, wsparcia i troski, a nie tresury.

3.Nie da się zsynchronizować kilkutygodniowych maluchów. Nie istnieje tez żadna magiczna, uniwersalna granica, określająca etap, na którym wszystkie dzieci, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczynają ze sobą współgrać na każdej płaszczyźnie. Myślę, że potomki muszą osiągnąć pewną rozwojową gotowość. Tak jak do wszystkiego innego. Im dziecko starsze, tym plan dnia coraz bardziej się krystalizuje. Rodzic może mieć coraz większy wpływ na to, jak przebiega doba. Tak stopniowo można starać się osiągnąć synchron. Nie ma opcji, żeby kilku czy kilkunastotygodniowe dziecko nagle wstawić w jakieś ramy, kompletnie inne od jego własnego zagospodarowania czasu w ciągu 24 godzin. Oczywiście pewnie zdarzają się przypadki bliźniąt, które niemal od urodzenia, niemal idealnie ze sobą współgrają, ale to absolutnie nie jest reguła i nie za bardzo mamy na to niestety wpływ. Do tego dochodzą indywidualne potrzeby jednostki itd.

4.Czy powinno się w ogóle synchronizować, skoro każde dziecko jest inne i ma swoje potrzeby? Jak można próbować wkładać je w te same ramy, przecież to dwie różne osoby? Ja i Ojciec to też dwie różne osoby. Nie macie pojęcia jak bardzo. Mimo to względnie udaje nam się jeść posiłki w podobnych porach i chodzić spać też jakoś we względnie jednakowych widełkach czasowych. Można? Można. Ja wiem, wiem. Przecież te malutkie dzieci jeszcze nie rozumują tak jak Ojciec, jak mu mówię, że obiad o 18 i kropka. One nie ogarniają co to ta osiemnasta. Dlatego z dziećmi robimy to delikatniej i z zachowaniem punktu nr dwa i trzy. Po to to dziecię ma Ciebie Matko i Ciebie Ojcze, żebyście mu ten świat pokazali i wytłumaczyli. Nie widzę nic złego w stopniowym uczeniu bąbli, że spanie zaczyna się o tej, a drzemka o tej, a jaglanka wjeżdża o jeszcze innej.

 

Jak synchronizować?

Niestety, jak we wszystkim co zwane rodzicielstwem, nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Możecie próbować wprowadzać różne zasady, słuchać rozmaitych wskazówek, ale to Wy musicie wypracować sobie własną drogę. Na pewno niezwykle ważne są rytuały. To dzięki nim dzieci przyswajają jak działa ten świat. Te same ceregiele przygotowujące do posiłku, drzemki, czy wieczornego zasypiania pomogą potomkom załapać co teraz będzie się działo.

Inna bardzo ważna sprawa to wyczucie, obserwacja i wsłuchanie się w potrzeby dzieci. Tak, tak. Przypominamy sobie punkt 2. Przykładem niech będą nasze drzemki w ciągu dnia. Był taki okres, kiedy Twixy spały prawie cały czas, budzone były jedynie na karmienia. Później stopniowo zaczęły wybudzać się same. Kiedy okres czuwania i względne pory karmienia zaczęły w ogóle funkcjonować poczyniłam obserwacje ile to wszystko trwa, w jakich momentach Twixy są najbardziej aktywne, a kiedy sen jest najtwardszy. Następnie, kiedy możliwe już było karmienie równoczesne zaczęłam podejmować delikatne próby wybudzania delikwenta, który np. postanowił przespać porę jedzenia. Jeżeli kandydat stawiał zdecydowany opór odpuszczałam i próbowałam po kilku, kilkunastu minutach tak, aby posiłki chociaż odrobinę zaczęły udawać wspólne. Dzięki temu, krok po kroku udało nam się uzyskać podobne pory posiłków. Jeżeli towarzystwo nie spało, posiłki z automatu wchodziły we wspólnym momencie. Wszystko na spokojnie. Nie na siłę. Bez tresowania.

To samo dotyczyło pozostałych sfer życiowych. Taka opcja wydaje mi się względnie sensowna. Z jednej strony pokazujesz dzieciom kierunek, z drugiej nie naciskasz. Młode umysły są bardzo chłonne, więc jest spora szansa, że prędzej czy później załapią. Niezwykle ważne są jednak spokój i brak presji.

Synchronizacja to słowo klucz w ogarnianiu mnogiego potomstwa? To zdanie powtarzają multirodzice jak mantrę. Na pewno ułatwia życie. Na pewno warto do niej dążyć.  Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. ALE koniecznie z uwzględnieniem punktów 1, 2, 3 i 4.

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ.

Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Nie krępuj się. Możesz też udostępnić.

Komentuj. Koniecznie daj znać, co o tym wszystkim myślisz.

Inline
Inline