Blog Matki Bliźniąt – TwinMama.pl

Czy Twixy będą miały rodzeństwo?

Czy istnieje życie po życiu? Bliźniaki i co dalej? Temat tego wpisu chodził mi po głowie już od dawna. Wczorajsze pytanie rzucone na TwinMamowej grupie i dyskusja, którą zapoczątkowało, zmotywowały mnie ostatecznie do wylania tego, co od dłuższego czasu we mnie się kotłuje. Dziś odpowiadam na niezwykle zapewne intrygujące pytanie, czy Twixy będą miały rodzeństwo.

W zasadzie powinnam zacząć od tego, że przepraszam wszystkich, w których ten wstęp wywołał wstrząs. Jak to rodzeństwo? Bliźniaki i rodzeństwo? A bliźniaki to nie rodzeństwo? Ale jak to więcej dzieci? Jakoś tak już jest, że na każdym kroku i to od samego początku, zanim jeszcze mój pępek pokonał cycki w wyścigu „kto pierwszy wszędzie zawsze będzie”, słyszę teksty w stylu „Ale to już koniec, tak?”, „O Bliźniaki! To macie już z głowy.”, „Więcej już nie będzie, prawda?”. A ja się zastanawiam czemu. Czemu to takie oczywiste, że skoro wyprodukowałam już dwójkę dzieci na raz, to fabryka ogłasza upadłość i koniec produkcji. Jak to? To to się jakoś przeterminowuje? Myślicie, że już nie będzie więcej jajeczek? A może TwinOjciec się już wystrzelał z wszystkich naboi? O co chodzi?

Dobra bez ściemy. Oczywiście, że wiem o co chodzi. Każdy, kto nie ma bliźniąt nie wie i nie dowie się jak to jest naprawdę. Może słuchać moich opowieści i czytać TwinMamę. Może guglować czy pytać sąsiadów, którzy podobno mają bliźniaki w rodzinie kuzyna, szwagra, siostry, ciotki tej od strony ojca, co pod Kaliszem mieszkała, a teraz chyba gdzieś w Trójmieście. I tak się nie dowie. To znaczy dowie się, ale z pewnością jak amen w pacierzu, jak śmierć Mufasy w Królu Lwie (sorry za spoiler :/ ), jak pokrewieństwo Bolka i Lolka… chociaż to chyba akurat nie jest wcale pewne…  i tak nie uwierzy. Mało kto wierzy, że Bliźniaki mogą być spoko. Że istnieje życie po pojawieniu się tego podwójnego życia na świecie. Że można chcieć więcej i wieść żywot bez traumy ciąża-tylko-nie-to.

Kiedy na pytania o rodzeństwo odpowiadam, że czemu nie, że niewykluczone, najczęstszym co słyszę jest „A nie boisz się, że znowu będą bliźniaki?”. Nie. Te bliźniaki to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Jak można się bać wygranej na loterii, albo drinka z palemką nad basenem w hotelu ol inkluziw w krainie pt. 30 stopniowy upał o każdej porze dnia i nocy, przez cały rok? Jak można się obawiać sękacza wymazanego w kajmaku, który pójdzie co najwyżej w cycki? Czy ktoś kiedyś przestraszył się butelki lodowatej wody znalezionej przy łóżku o poranku na ostrym kacu? Chociaż nie. To akurat możliwe. Zależy jeszcze czym się człowiek sponiewierał. Te Bliźniaki, których miałabym się obawiać, niestety nie przerażają mnie nawet w najmniejszym stopniu. A co jeśli te nie będą spały? Albo będą płakały cały czas? Na pewno znajdzie się też całe mnóstwo innych wątpliwości. Być może je już rozważałam, a być może tak jak przy pierwszej ciąży, tak przy kolejnej prawdopodobnie miałabym je w dupie. Wiecie ile scenariuszy może napisać życie czy też Wszechmogący ten, co nam remis z Niemcami załatwił? Obawiam się, że najwspanialszy Prorok Macierzyństwa tego nie przewidzi. 

Kolejny punkt programu, który w dyskusjach na temat ewentualnego powiększania liczebności naszego stada jest równie irytujący, co pozostałe, to „cięta riposta” na mój entuzjazm związany z rozmnażaniem w postaci „He, he, a co na to mąż?” Tryumfalny zaśpiew w głosie, sarkastyczne charknięcie na koniec i twarz oblana kipiącą wręcz dumą bo przecież do tanga trzeba dwojga. Ojciec na pewno nie chce więcej dzieci. Im bardziej pytający jest facetem, tym bardziej jest tego pewien. Matka wariatka na hormonach i niekontaktująca za bardzo ze zmęczenia pewnie, coś sobie ubzdurała. Tylko, żeby go, biedaka, żona walnięta w ciążę nie wrobiła. Czekaj, co?

A co gdybym powiedziała, że nie dość, że dobrze nam z bliźniakami, to nadal ze sobą rozmawiamy? Jesteśmy względnie statystycznie zgodnym małżeństwem i nie zapomnieliśmy o tym co to komunikacja? A co gdybym powiedziała, że o tak ważnych planach, decyzjach marzeniach, wyborach czy jak zwał tak zwał najpierw rozmawiam właśnie z szanownym małżonkiem, zanim opowiadam o nich całemu światu, albo przynajmniej przypadkowej starszej pani w supermarkecie? Poza tym to, że nie zamontowałam macicy homonta, nie znaczy, że jutro będę w ciąży. Chyba, że ten od remisu zaskoczy nas tak, jak przy Twixach. Tu na myśl przychodzi jeden z moich ulubionych antykoncepcyjnych cytatów naszej rodziny tj „Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.” 

Drogi ciekawski, na Twoje drwiące pytanie „Ciekawe co na to mąż” Odpowiem Ci, że ja wiem, a jeśli Ty chcesz wiedzieć, to go zapytaj. Wątpię, żeby Ci odpowiedział. Faceci już tacy są. Nie martw się jednak. Krzywda żadna mu się nie stanie. Jeżeli jednak tak bardzo drżysz o jego losy, że zapomniałeś już prawie co to sen, możesz dla pewności podesłać mu ten tekst…

Wracając do kluczowego pytania postawionego na początku tekstu czyli „Czy Twixy będą miały rodzeństwo?” odpowiadam z pełnym przekonaniem – nie wiem, ale nie miałabym nic przeciwko.

Najbliższą rodzinę i przyjaciół serdecznie pozdrawiam. Jeżeli przeżyliście mikro zawał myśląc, że w ten sposób informuję świat, w tym Was, o ciąży, to nie jest mi Was szkoda, a w duchu cichutko chichoczę. Na prawdę? NA PRAWDĘ? Ile my się znamy…

Jeżeli chcesz dołączyć do naszej wspaniałej, elitarnej, jedynej w swoim rodzaju grupy, o której wspominałam na początku, znajdziesz ją tutaj -> https://www.facebook.com/groups/twinmama/

Jeżeli uważasz, że jestem stworzona do tej roboty, zostaw kciuka TUTAJ. Jeśli tak myślisz, a kciuka nie zostawisz, to uschnie Ci wskazujący palec niedominującej ręki. Ja bym nie ryzykowała.

Inline
Inline